Navigation Menu

featured Slider

Wasz ulubiony post w tym tygodniu

Jak zbudować nowy związek po rozstaniu?

Autor

Autor
Cześć! Jestem Marta, witam Cię na moim blogu. Kliknij w zdjęcie, aby dowiedzieć się więcej.

Polub nas

Bezglutenowe muffinki z mąki kokosowej. Szybkie, łatwe, pyszne!

Jakiś czas temu zdecydowałam się przejść na dietę bezglutenową. Dolegliwości, które miałam wskazywały w większości na nietolerancję glutenu. Przewertowałam chyba całe internety, w poszukiwaniu odpowiedniej żywności, przepisów i tzw. "dobrych rad". 

 

Najłatwiej było zrezygnować z pszennego pieczywa, ponieważ domowe chleby bezglutenowe są dużo smaczniejsze. Najtrudniej było ze słodyczami, nie ukrywam: jestem łasuchem ;) Aktualnie nie eliminuję całkowicie glutenu, staram się go ograniczać.Wciąż poszerzam swoją wiedzę na ten temat i próbuję nowych potraw, więc możecie liczyć na większą ilość przepisów.

 

Dziś podzielę się z Wami przepisem na bezglutenowe muffinki z mąki kokosowej. Uwielbiam je ze względu na smak oraz szybkość wykonania. Nie są to babeczki wegańskie, aczkolwiek jajka można zastąpić siemieniem lnianym, a mleko krowie- np kokosowym.

ciasta bezglutenowe


Składniki:
3 jajka
0,5 szklanki mleka
5 łyżek oleju kokosowego- forma stała
8 łyżek mąki kokosowej 
ziarenka z 1 laski wanilii- ewentualnie aromat waniliowy
1 łyżeczka sody oczyszczonej

Dodatki:
6 łyżeczek masła orzechowego
Przygotowanie:
Rozpuszczamy olej kokosowy, możemy to zrobić w mikrofalówce lub małym garnuszku. Wystarczy trochę podgrzać i z konsystencji stałej, zrobi się ciekła.
Jajka miksujemy wraz z mlekiem, dodajemy rozpuszczony olej i ziarenka z laski wanilii. 
W drugiej misce mieszamy ze sobą tzw. suche składniki: mąkę oraz sodę.

Wymieszane mokre składniki partiami dodajemy do suchych, stale mieszając. Masa, którą uzyskamy jest bardzo gęsta, trochę twarogowa. Tak właśnie ma być, a dzieje się to przez właściwości mąki kokosowej- bardzo szybko chłonie wodę. 

ciasta bezglutenowe


Ciasto umieszczamy w foremkach do muffinek. Robiąc je z dodatkami, nakładamy ciasto do połowy foremki, dodajemy np pół łyżeczki masła orzechowego i dokładamy na wierzch drugą część ciasta- na równo z brzegami foremki.

ciasta bezglutenowe

ciasta bezglutenowe

Wstawiamy blaszkę do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C. (bez termoobiegu). Pieczemy przez ok 25 minut. Później na 10 minut podwyższamy temperaturę do 200 stopni. Babeczki będą gotowe, kiedy się ładnie przyrumienią :)
Smacznego!

ciasta bezglutenowe
 


 

Kobiety mówią: Opiekunka osób starszych w Niemczech, jak to jest? Wywiad.

Lato zbliża się wielkimi krokami. Część z nas będzie w okresie wakacyjnym wyjeżdżać. Niektórzy z powodu urlopu, zaś inni „za pracą”. Jednym z najczęściej wybieranych zajęć, którym polki trudnią się za granicami kraju jest opieka nad osobami starszymi.


Dziś na blogu post z cyklu Kobiety mówią: wywiad, który przeprowadziłam z przesympatyczną Ewą- opiekunką osób starszych. 



opieka nad osobami starszymi



Marta K.
Ewo, Twoja historia jest dość zaskakująca. Opowiedz, proszę jak zaczęła się Twoja przygoda z opieką nad osobami starszymi.

Ewa
Zaskakująca, to prawda. Gdyby ktoś mi powiedział kilkanaście lat temu, że będę wyjeżdżać do Niemiec w celach zarobkowych- wyśmiałabym go. Ale… od początku. Jestem Ewa, mam 45 lat. Z wykształcenia jestem… księgową. Pracowałam w zawodzie prawie 20 lat. Od prawie 5 lat wyjeżdżam do Niemiec.
Głównym powodem przebranżowienia się było wypalenie zawodowe. Miałam dosyć dokumentów, faktur, siedzenia przed biurkiem. Wszystko mnie przytłaczało, stałam się apatyczna i coraz częściej miałam zły humor. To był czas, w którym moja młodsza siostra wyjeżdżała do pracy, właśnie jako opiekunka. Traf chciał, że jej zmienniczka zwolniła się. Siostra powiedziała, że powinnam spróbować. Postawiłam wszystko na jedną kartę i … tak zostało.

Tak z dnia na dzień zdecydowałaś się porzucić pracę w biurze i wyjechać?

Tak. Miałam 40 lat, mój mąż również wyjeżdżał za granicę. Pracował w systemie 4 na 2. 4 tygodnie w pracy, 2 w domu. Nie mamy dzieci, więc czułam się trochę samotna. Stwierdziłam, że taki wyjazd może być dobrym pomysłem.

Decyzja podjęta, ale co dalej. Jak musiałaś się przygotować do wyjazdu?

Najbardziej bałam się języka. Wprawdzie znałam podstawy niemieckiego, ale nie na tyle, żeby swobodnie rozmawiać. Agencja, w której miałam być zatrudniona, oferowała przyspieszony kurs opiekuna. Dzięki niemu poznałam choroby starcze, przypomniałam sobie zasady pierwszej pomocy, dowiedziałam się jak zapobiegać odleżynom, a także jak aktywizować seniora, jak spędzać z nim czas. Nauki było dużo, ale były to bardzo ciekawe informacje, więc nie miałam problemu z ich przyswojeniem. Siostra dała mi w prezencie podręczny słownik z rozmówkami, do którego zawsze mogłam zajrzeć i się ratować, w razie problemu.

Pierwszy podopieczny nie zraził Cię to tego zawodu?

Nie, wręcz przeciwnie. Zostałam zmienniczką mojej siostry, opiekowała się ona panem Dziadkiem, który miał ponad 80 lat i był istnym aniołem. Mówił do mnie wolno, abym wszystko rozumiała. Był gadułą, dzięki niemu bardzo szybko podszkoliłam swój niemiecki. Ja uczyłam go podstaw polskiego, bardzo śmieszyło go słowo „dziadek”, cieszył się jak w ten sposób się do niego zwracałam. Dziadek uwielbiał spędzać czas poza domem, dzięki temu jeździliśmy często na wycieczki. Kiedyś wpadł na pomysł, żeby pojechać do pobliskiego miasta, w którym mieszkała jego córka. Kupił bukiet pięknych kwiatów i zrobił jej niespodziankę w pracy. Cieszę się, że to właśnie Dziadek był moim pierwszym podopiecznym. Dużo się nauczyłam dzięki niemu. Pokazał mi, że mimo wieku można cieszyć się każdą chwilą. Można być spontanicznym, zawsze uśmiechniętym, spokojnym. Pokazał, że nie ma problemu, którego nie można rozwiązać. Cudowny człowiek, naprawdę.

Mówisz o Dziadku w czasie przeszłym…

Dziadek odszedł w zeszłym roku. Podczas świąt Bożego Narodzenia, które spędzał u córki. Powodem był zawał, serce nie wytrzymało. Te kilka lat spędzonych razem sprawiło, że zaczęłam traktować Dziadka jak członka rodziny, on również traktował tak mnie i moją siostrę. Powtórzę się, ale to był naprawdę wspaniały człowiek. Jednak trzeba pogodzić się z jego śmiercią i żyć dalej.

A jak jest dalej? Zmiana podopiecznego czy powrót do Polski?

Nie, nie. Żaden powrót. Dopóki czuję się na siłach, będę wyjeżdżać. Czuję się szczęśliwa i spełniona. Wiem, że mogę komuś pomóc, dotrzymać towarzystwa. Sama też nie czuję się samotna.
Teraz moją podopieczną jest kobieta. Jest młodsza, niedawno skończyła 76 lat. Dzieci mieszkają w innym mieście, nie są w stanie często przyjeżdżać i martwią się o swoją mamę. Susanne jest ciepłą, dobrą kobietą, z którą dobrze mi się spędza czas. Nie mogę narzekać.

Zostałaś zmienniczką swojej siostry, więc pewnie nie widziałyście się zbyt często?

Dziadkiem zajmowałyśmy się razem, na przemian. Wyjeżdżałyśmy w systemie 1 na 1. 1 miesiąc w Niemczech, 1 miesiąc w domu. Dziadek śmiał się, że możemy u niego razem mieszkać. Za jego namowami wyjeżdżałyśmy później, tak żeby spędzić ze sobą chociaż 2-3 dni.
Aktualnie nie mamy jednej podopiecznej i staramy się organizować w ten sposób, żeby razem zjeżdżać do Polski. Mój mąż zmienił sobie system pracy na podobny do mnie. Wszystko się układa tak, jak powinno być. Cieszę się, że podjęłam taką decyzję. To był jeden z najlepszych wyborów w moim życiu.

Masz jakieś porady dla osób, które chcą wyjechać do pracy jako opiekun?

Najważniejsze to nie zrażać się przy pierwszym podopiecznym. Ja trafiłam bardzo dobrze, ale znam opiekunki, które nie miały takiego szczęścia. Ich podopieczni krzyczeli, rzucali wszystkim, nie chcieli jeść. Ta praca wymaga pokładów cierpliwości i dużego opanowania. Pomijając aspekty psychiczne, trzeba spojrzeć też na fizyczne. Mianowicie osoby, które mają problem z kręgosłupem mogą sobie nie poradzić. Czasem jest tak, że podopiecznego, nawet jeśli na co dzień nie jest leżący, trzeba podnieść.
Przed wyjazdem warto jest podszkolić swój niemiecki oraz sprawdzić agencję, z której chcemy wyjechać. My, opiekunki możemy negocjować stawki i warunki. Inaczej będzie zarabiać opiekun osoby leżącej, inaczej osoby z dobrym stanem zdrowia.
Bycie opiekunką, choć jestem nią dopiero kilka lat, dało mi dużo nowych doświadczeń i kontaktów. Cytując klasyka: „Rób to, co kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować”.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę. Życzę życzliwych i spokojnych podopiecznych.

Dziękuję. Niespokojni podopieczni, bo tacy też się mogą trafić, będą dużym wyzwaniem, którego z przyjemnością się podejmę!


Jak widzicie praca opiekunki może być dobrym pomysłem na życie. Oferty są wszechobecne, wystarczy tylko dobrze poszukać, wpisując np: oferty pracy opieka w niemczech

Jeszcze raz dziękuję Ci, Ewo za rozmowę!

Bunt 4- latka. Jak żyć, co robić?

Ciężkie poranki, głośne wieczory, nieprzespane noce… i tak w kółko, niekończąca się historia... Co jest powodem? Bunt 4-latka. Młodszy od miesiąca jest 4 letnim mistrzem fochów.


bunt

Pokłady mojej cierpliwości są na wyczerpaniu, gdyż ten ponowny bunt trwa od kilku tygodni i zaczynam mieć dosyć. Staram się być twarda, nie reagować gniewem i krzykiem. Wierzcie mi, niekiedy czuję się jakbym była na jakiejś szkole przetrwania.

Czemu piszę „ponowny bunt”? Ponieważ bunt zaczął się w momencie, gdy Młodszy zorientował się, że może być niezależny. Sam się przemieszczał, sam jadł, sam wybierał zabawki, którymi miał ochotę się bawić. I w tym momencie matka zaczęła mu przeszkadzać. Kiedy on miał ochotę na zabawę klockami, ja kazałam jeść obiad. Kiedy on chciał przebiec przez ulicę, ja kazałam stać, bo akurat jechał samochód. Kiedy było gorąco, a on chciał chodzić w ciepłej bluzie, ja kazałam ubierać się na krótki rękaw. Właśnie wtedy zaczął się chłopak nieźle wkurzać. I wiecie co? Chciałam to przypisać buntowi 2 latka, ale Młodszy nawet tyle nie miał.

"Dobre ciocie" mówiły mi, że ten bunt minie. Mówiły to kiedy Starszy miał 1,5 roku. I co? Dalej nie minęło, ani u jednego, ani u drugiego. Czuję się oszukana i rozczarowana. Myślę, że firmy ubezpieczeniowe powinny matkom wypłacać odszkodowanie za straty moralne, właśnie z tego tytułu.


Pytanie, dlaczego nie minęło?! Może dlatego, że to wcale nie jest bunt, a po prostu zagubienie, nierozumienie całego świata i lawina emocji? A to przecież nie mija. Co więcej, u kobiet zmienia nazwę na PMS ;)


Wiesz, co robi mój 4- latek? Zobacz. Wiem, co przeżywasz.

On sika. Wciąż sika. Swoim sprzętem buja tak, jakby co najmniej lasso w ręku trzymał i chciał na nie coś złapać. Oczywiście zaczyna bujać i sikać jednocześnie. Taka atrakcja, mówię Wam. Kilka razy dziennie trzeba myć cały kibel. I ścianę obok, i kafelki nad, też się zdarza. Zagroziłam, że będzie sikać na siedząco, odparł: „Nie jestem dziewcynom i nie będę”.

Traktuje mnie jak powietrze. Zwłaszcza kiedy mówię, że trzeba posprzątać zabawki. Udaje wtedy, że nic nie mówiłam. Do tego stopnia, że czasem sama wątpię, czy mówiłam, czy może jednak nie…

Udawanie głuchego świetnie mu wychodzi, mistrzowsko wręcz. Ostatnio byliśmy na boisku, usiadłam chwilę na ławce, wiecie starość robi swoje, zadyszka i te sprawy, trzeba było odpocząć. Kiedy powiedziałam: „chodźcie, napijecie się wody”, ten mały gnom przejechał obok mnie na rowerku i ostentacyjnie gapił się w drugą stronę. Za to kiedy wstałam, od razu przyjechał, wrzeszcząc, że taki jest strasznie spragniony, a matka mu wody nie chce dać i jeszcze z ławki wstaje zamiast czekać, aż szanowny syn podjedzie.

Dziś rano z kolei, zrobił awanturę na pół bloku. Bo chciał zjeść śniadanie, a matka mu nie pozwoliła. Znaczy się dała coś innego, niż to, na co miał ochotę. Biedne dziecko zaczęło wrzeszczeć: „Aaaaa, mój bzuch! Boli mnie, taki jestem głodny, nie mogę iść do pzedskola, nie dam rady, jak boli!”. Wzięłam go za rękę, zaprowadziłam do salonu, mówię: „Na stole są kanapki, bez sera, z szynką i Twoją ulubioną rzodkiewką!”. A on na to, krzykiem jeszcze głośniejszym: „Ale ja nie mogę, ja ich nie mogę, bo ja chcę lody!!!”.

Albo woda. To jest dopiero utrapienie. Z przerażeniem będę wyczekiwać rachunku za nią. Ja wiem, że dzieci się uczą, muszą się pobrudzić, zamoczyć i takie tam. Ale jak Młodszy budzi się w środku nocy, idzie do łazienki i odkręca sobie na maxa prysznic, po czym idzie spać… to mnie coś od środka po prostu kłuje. Ostatnio tłumaczył to tak, że „deszcz na podwórku nie pada, więc u nas niech pada”.

A propos’ w środku nocy – wiecie, co mój Młodszy robi o nieludzkich porach? Je. Danio. W łóżku.
Codziennie, około godziny 1-2 w nocy jestem u nich w pokoju, żeby Młodszego na kibel wysadzić, przykryć, sprawdzić czy wszystko w porządku. Później, koło 7, jak wstajemy. Właśnie w tym czasie mój Młodszy gnom stwierdził, że jest głodny. Poszedł sobie po cichaczu do lodówki, wziął Danio i wrócił do łóżka. Niestety Morfeusz był silniejszy od Małego Głoda i porwał mi syna w swe objęcia. A cholerny serek ubrudził wszystko, co było w jego zasięgu. Młodszy miał rano tylko jedno wytłumaczenie: „Bo pseciez byłem tak głodny, ze mogłem umzeć! A Ty mi mamo jeść nie dałaś! Tylko wiecorem było śniadanie a potem to co?!”
Wyrodna matka, nie daje dziecku jeść w nocy. I jeszcze wieczorem śniadanie robi, a rano kolację.

Rano, szykujemy się do przedszkola. Ubrania przygotowane dzień wcześniej, chłopcy sami wybierali. Histeria, ryk- taki jakby komuś skórę obdzierali. Bo dziś Młodszy nie chce koszulki z Bobem Budowniczym, chce tą z Zygzakiem.

Takich przykładów mogłabym podawać dziesiątki, a nawet setki. Wiem, co przeżywasz. Przechodziłam to jakieś 2-3 lata temu, teraz mam powtórkę z rozrywki. Super atrakcje matki mają, nie ma co.

Jak sobie radzić z kilkulatkiem, kiedy wydaje Ci się, że jest on terrorystą i robi wszystko, wszystkim na złość? To ciężkie zadanie, wymagające od nas rodziców przede wszystkim masy cierpliwości. Jak przetrwać ?

Mamy taką naszą złotą zasadę: „Ty nie słuchasz mnie, ja nie słucham Ciebie”. Działa skubana, na wszystko. No, dobra, na większość. Ostatnio Młodszy strzelił focha po wyjściu z przedszkola. To powiedziałam, niby tylko do Starszego: „Szkoda, że Twój brat się obraził i mnie nie słucha, chciałam Wam zaproponować lody”. Na to Młodszy, reflektując się w ciągu dwóch sekund stwierdził: „Mamusiu, ale ja wcale nie mam focha. Noo, powtóz prosę, co Ty tam mówiłaś?”

Uczucia.
W naszym domu mówi się o uczuciach. Kiedy np widzę, że chłopcy się kłócą, zanim dojdzie do rękoczynów staram się interweniować. Mówię, że jest mi przykro, że się nie dogadują. Pytam o ich odczucia. Często słyszę: „Jestem zły, bo on mi to zabrał”, na co druga strona: „Jestem bardziej zły, bo to było moje”. Kiedy już powiedzą jacy są źli, rozmawiamy o tym, co można zrobić, żeby się uspokoić. Nie ma idealnego rodzeństwa, każde się bije. Moi synowie również. Mam jednak wrażenie, że po kilkudziesięciu razach rozmów, tłumaczeń i zwracaniu uwagi na to, że są zdenerwowani, bo coś tam się wydarzyło, jest progres. Starszy potrafi powiedzieć: "Jestem tak bardzo zły. Poczekaj idę do drugiego pokoju, zaraz porozmawiamy". A ja właśnie wtedy zbieram moje plony, które sieję od kilku lat. I nikt mi nie wmówi, że dzieci są za małe, żeby rozmawiać z nimi o uczuciach.

Cierpliwość.
Matko, ojcze, dziadku, babciu, ciociu- zajmujesz się tym kilkuletnim dzieckiem. Pewnie masz dosyć histerii, bicia, gryzienia, krzyków i ryków. 
Wiedz, że ten 4- letni terrorysta wcale nim nie jest. To mała, bezbronna tak naprawdę istota, która dopiero poznaje świat. Ona właśnie potrzebuje Twojej pomocy, tak Twojej! Pomóż więc, zrozum, że ten 4- latek nie robi Ci niczego na złość, nie robi specjalnie. On po prostu nie wie jak ma sobie poradzić ze wszystkimi emocjami jakie go otaczają.

Właśnie dlatego potrzebna jest (nam wszystkim) cierpliwość. Całe podkłady cierpliwości. 
My, dorośli możemy okiełznać takiego malucha. Musimy spojrzeć na świat oczami dziecka, jednocześnie stawiając mu granice, których nie może przekroczyć.

Kiedy mój Młodszy robi powódź w łazience- sprzątamy razem.
Kiedy w sklepie upiera się, żeby jechać w wózku na zakupy, a po 5 minutach jednak nie chce, bo go wszystko "ciśnie" i po prostu nie może wysiedzieć (woli po prostu pobiegać po sklepie)- ja kombinuję. Pozwalam mu wkładać zakupy do koszyka, proszę żeby podniósł ręce do góry- wtedy wciągnie mu się brzuch i nie będzie nic cisnąć. Mówię, że jak będzie siedzieć to nogi w tym czasie sobie odpoczną. I tak wymyślam, cały czas do niego gadając, aż w końcu dojeżdżamy do kasy ;)
Kiedy chce wszystko z półek sklepowych, bo jest przeraźliwie głodny, mówię, że nie ma tego na liście, więc nie kupujemy.
Kiedy chce zjeść swoje ulubione rzodkiewki, zagryźć je owocami, płatkami z mlekiem, potem dołożyć jeszcze jajecznicę- mówię, że będzie brzuszek będzie bolał, że w nocy ciężko będzie spać, że może dostać biegunki.

Rozmowa.
Zapomnij o określeniu bunt 4- latka. W zamian za to, pomyśl jak możesz pomóc swojemu dziecku pomóc zrozumieć otaczający go świat. Pomyśl też o tym, że dorośli ludzie czasem nie radzą sobie ze swoimi emocjami, więc co ma powiedzieć kilkuletnie dziecko. Ono ma prawo do irracjonalnego zachowania, bo nie rozgranicza jeszcze do końca dobrych rzeczy od złych. Ty, jako dorosły powinieneś mu w tym pomóc.

Rozmawiaj z dzieckiem, tłumacz, po stokroć, mów o emocjach. Nie nastawiaj się na efekty od razu, bo się przeliczysz. Ja czekałam 3 lata. I teraz zbieram żniwa.

Mam dopiero dwójkę dzieci. Przeżywam skoki rozwojowe od prawie 6 lat. Naprzemiennie: raz u Starszego, raz u Młodszego. Kiedy Starszy miał 2,5 roku, jego życie diametralnie się zmieniło: jego tata się wyprowadził. Opisywany na forach rzekomy bunt 2 latka, to przy tym pikuś. Aż mnie ciarki na plecach przechodzą jak wracam pamięcią do tamtych czasów. Powodem było nie radzenie sobie z emocjami. Po jakimś czasie przeszło, później znów wróciło. I tak jest do dzisiejszego dnia.

Z jedną małą, malutką różnicą. Dzisiaj, po ponad 3 latach, mój Starszy nazywa rzeczy po imieniu.
Jak tęskni, to mówi za kim. Jak jest mu smutno, to mówi dlaczego. Jak ma wszystkiego dosyć, mówi co jest tego przyczyną. Oczywiście, zdarza się jakieś odstępstwo, ale na szczęście coraz rzadziej.

Bywają dni, że mam dosyć. Myślę, że jestem najgorszą matką ever, bo sobie nie radzę. Pranie leży jak góra lodowa, która nie ma zamiaru się zmniejszyć. Stół cały się klei od dżemu truskawkowego. Okna mają tysiąc odcisków małych rąk, Czasem zapominam gdzie miałam zlew, bo w jego miejscu piętrzą się naczynia.
I odpuszczam. Mam gdzieś to pranie, nie interesują mnie brudne gary. Do klejącego się stołu przysuwam krzesła. Udaję, że nie mam okien i staram się nie patrzeć na nie.

I wiecie, co wtedy robię? Biorę piłkę, dzieci za ręce i idziemy na boisko. Gdy pogoda nie dopisuje- robię popcorn, włączam film lub bajki i kładę się z moimi dziećmi na kanapie. Robimy sobie "męskie popołudnie". Czasem kiedy histeria jest już level hard- przytulam. Po prostu, przytulam i czekam, aż przejdzie. Tak, bez histerii też przytulam ;)

Poza tym, staram się raz w miesiącu wychodzić gdzieś sama, bez dzieci. Pomagają w tym dziadkowie, którzy biorą chłopców do siebie albo przychodzą do nas. Wtedy można wyjechać gdzieś na weekend, totalnie wyluzować i odpocząć. Czasem trzeba trochę naładować swoje baterie, z dala od dziecka. Zgodnie z zasadą: "Szczęśliwa matka, to szczęśliwe dziecko" ;)

Powodzenia w (nie)buncie Waszych maluchów!

Jak optycznie powiększyć mały pokój?

Mieszkanie w bloku, zwłaszcza o małym metrażu jest nie lada wyzwaniem, gdy chcemy je funkcjonalnie urządzić. Jak powiększyć pokój, skoro nie możemy nic dobudować, ani przesunąć ściany? Swoją drogą wiele by to ułatwiło!


Zostawiam Wam kilka przydatnych trików: jak powiększyć mały pokój.

  •  Jasne kolory na ścianach. Odcienie farb powinny być zimne, ponieważ ciepłe tony mogą zmniejszać i przytłaczać pomieszczenie.
  • Oświetlenie- zimne odcienie na ścianach powinny być oświetlone zimnym światłem. Dobrze jest zamienić wiszące lampy na halogeny.
  • Paski- poziome i równoległe- mogą pomóc krótszym ścianom w naszym salonie. Pionowe zaś będą skuteczne w większym pokoju, gdzie sufit jest nisko.
  • Gra kolorem- mając długi i wąski pokój, krótsza ściana bez okna może być pomalowana ciemniejszym odcieniem.
  • Lustrzane odbicie również zwiększa optycznie pomieszczenie. Lustra mogą być zamontowane np. na drzwiach do szafy lub nad kanapą.
  • Niskie meble. Dzięki temu większa część ścian jest odsłonięta a pokój wydaje się być wyższy. Wybierając meble warto postawić na jaśniejsze odcienie, ciemne wenge może trochę przytłaczać. Warto zwrócić uwagę na gładkie, szklane lub lakierowane fronty.
  • Asymetryczne ustawienie mebli sprawi, że pokój będzie wydawał się lżejszy, niezagracony.
  • Stolik kawowy będzie lepiej się prezentował jeśli jego kształt będzie okrągły.
  • Odważne, mocniejsze kolory powinny być zarezerwowane na dodatki: ramki na zdjęcia, czy poduszki dekoracyjne.
  • Funkcjonalne meble. Mały metraż wiąże się z mniejszą ilością mebli. Meble powinny być bardzo praktyczne, zajmujące mało miejsca, a jednocześnie pakowne. Mogą być rozkładane, np. stół.
  • Mniej znaczy więcej- minimalizm zawsze się sprawdza. Dzięki mniejszej ilości dekoracji oraz bibelotów w naszym pokoju nie sprawimy, że nasz pokój będzie ciężki i zagracony. W końcu przestrzeń, która jest przejrzysta, optycznie się zwiększa.

jasny salon

jasny salon

jasny salon

jasny salon

jasny salon


Moje M2 ma niecałe 43 m2. Na tej powierzchni udało się wyodrębnić 3 pokoje. Łazienka jest bardzo malutka. Kuchnia nie jest większa, 3 osoby znajdujące się w niej to już tłok. Do tego dwa pokoje: większy przedzielony na pół.
Czy moje mieszkanie jest praktyczne? Myślę, że tak, choć mogłoby być większe. Chociaż na tyle, żeby połączyć kuchnię z jadalnią- marzy mi się takie połączenie. 
Chłopcy mają swój pokój, ja sypialnię i wspólny mały salonik. W tym pomieszczeniu spędzamy najwięcej czasu. Myślałam o powrocie do pierwotnego planu, czyli dużego i małego pokoju. Jednak moja sypialnia stała się czymś w rodzaju azylu. Jest to miejsce, w którym mogę mieć nawet górę jengi (czyt. nieposkładanego prania) i nikt mi nic nie powie, bo tam nie wchodzi. Poza tym rozkładanej kanapy nie można porównać do łóżka sypialnianego. Przez większą cześć mojego życia męczyłam się ze składaniem kanap, to była prawdziwa zmora! Dlatego teraz mam sypialniane, a chłopcy piętrowe ;)

Nasz pokój dzienny nie ma wielu mebli. Zaledwie stół z krzesłami, szeroką komodę pod TV i kanapę. Na ścianie są dwie szafki otwierane do góry, między nimi wisi półka. Zamierzam jednak zrezygnować z witryn wiszących, gdyż nie są tak bardzo potrzebne, a zależy mi na optycznym zwiększeniu pokoju. Jednocześnie chciałabym, żeby salon był bardziej przytulny. Kolejnym marzeniem jest kominek, lecz niestety jedyny komin w moim mieszkaniu jest w kuchni, więc zostają tylko kominki elektryczne.

Staram się by w salonie nie było żadnych zabawek. Ich miejsce jest bowiem w pokoju dzieci. Kiedy chcą się pobawić w salonie, przynoszą swoje szpargały, później je odnoszą. Dzięki temu nie muszę wydzielać miejsca na kącik zabawkowy i w nocy "rzucać mięsem" przez lego pozostawione na podłodze.

Aktualnie jesteśmy świeżo po remoncie kuchni. Zostały jeszcze drobne poprawki. Jak już je skończymy, pokażę Wam, co udało nam się zrobić z małej, niepraktycznej kuchni :)




Prezent na roczek- co kupić?

Pierwszy roczek jest bardzo ważnym wydarzeniem dla całej rodziny. Skrupulatnie planujemy imprezę urodzinową, wybieramy dekoracje, robimy zaproszenia. To przecież wyjątkowe, pierwsze urodziny naszego dziecka.


prezent urodzinowy dla dziecka

Jaki prezent dać na roczek?

Żyjemy w dobrych czasach, wszystko mamy dostępne pod ręką. Półki sklepowe uginają się od towarów, więc mamy duże pole do popisu, wystarczy się trochę rozejrzeć. 
Częstymi prezentami z okazji roczku są:

Zabawki.
Roczne dziecko bawi się już klockami, układa pierwsze układanki (np drewniane), uwielbia zabawki interaktywne- zwłaszcza te najgłośniejsze i świecące. Trafionymi zabawkami powinny być również sortery (typu Garnuszek na klocuszek), jeździki, pchacze, ciągacze, baseniki z piłkami. Wybór jest bardzo duży, trzeba tylko pamiętać, aby zabawka była dobrana do wieku i preferencji dziecka. Nie kupujmy zabawek na zaś, tylko na teraz.

Ubrania.
Ubrań nigdy dość. Podobno. Gorzej jeżeli dziecko ma dwie, niedomykające się szafy, a my kupimy mu kolejny komplet ubrań. Kupowanie na "później" może się średnio sprawdzić. Przeważnie te większe ciuchy leżą i znajdujemy je kiedy? Właśnie wtedy, gdy nasze dziecko już wyrośnie z tych jakże pięknych rzeczy. 
Ciekawą opcją jest natomiast pościel z ulubionym bohaterem dziecka. Mój Starszy dostał na swój roczek pościel z Kubusiem Puchatkiem- do dziś pod nią śpi, a ma już prawie 6 lat :)

Pieniądze.
Gotówka jest teoretycznie dobrą propozycją. Dzięki niej rodzice mogą kupić dziecku coś, co naprawdę jest potrzebne. Zwłaszcza jeżeli pociecha ma wiele zabawek i gadżetów. Jednakże lepiej jest zapytać rodziców czego dziecku potrzeba i po prostu to kupić. Jeżeli koszty przeważają budżet, można się złożyć z rodziną.

Meble.
Często spotykanym prezentem, dawanym przed chrzestnych jest krzesełko do karmienia. Jednak roczne dziecko może już mieć taki mebelek. Dietę rozszerza się bowiem wcześniej.
Stolik z krzesełkiem, takie pierwsze biurko- może być dobrym pomysłem, gdyż dziecko w tym wieku zaczyna przygodę z kolorowankami i kredkami.

Prezenty na roczek mogą być też mniej typowe.

Sesja zdjęciowa.
Rodzinna sesja może być świetnym pomysłem zwłaszcza dla tych, którzy mają mało wspólnych fotografii. Większość rodziców, posiadających małe dzieci, przeważnie robi zdjęcia tylko swoim pociechom. Zdjęć rodzinnych w albumach jest zdecydowanie dużo mniej.

Konto oszczędnościowe.
Założenie tego typu konta i wpłacanie tam miesięcznie określonej kwoty zabezpiecza dziecko w przyszłości. Jeśli zacznie się od pierwszego roku życia, na 18-stkę będzie niezła suma J Taki prezent warto jest skonsultować z rodzicami, być może wcześniej wpadli na taki sam pomysł.

Pamiątki.
Złote łańcuszki ze spersonalizowaną zawieszką, srebrne albumy z dedykacją, bransoletki z imieniem, obrazki spersonalizowane- taki prezent na roczek zostanie z dzieckiem zdecydowanie na dłużej. Będzie można do niego wracać nawet po latach. 

Powinniśmy mieć na względzie, że maluchy docenią srebrną pamiątkę lub założenie konta w banku, ale raczej nie w tym wieku, tylko trochę później. Właśnie dlatego oprócz takiego prezentu, warto dać jeszcze jakiś drobiazg, choćby małą zabawkę, która wywoła uśmiech na buzi naszego roczniaka:)


Opieka nad osobą starszą- jak sobie radzić?

Opieka nad osobą starszą wymaga wielu pokładów cierpliwości oraz wytrwałości. Jest to ciężkie zadanie, przy którym niekiedy potrzebna jest dodatkowa pomoc. Zwłaszcza jeżeli pracujemy zawodowo i zajmujemy się rodzicami lub dziadkami w podeszłym wieku.


jak sobie radzić w opiece nad osobą starszą?


Ostatnio znajoma zapytała mnie jak sobie radziłam z opieką nad moją babcią. Nie było łatwo, gdyż jednocześnie były w domu dzieci, a babcia- po udarze, wymagająca stałej opieki. Na szczęście częsta obecność cioci, rodziców, a nawet pielęgniarki środowiskowej, bardzo ułatwiła tę opiekę.
Tamta rozmowa uświadomiła mi, że opieka nad seniorem może być problematyczna i nie wszyscy dają sobie radę. Mam nadzieję, że dzisiejszy post choć trochę pomoże osobom, które mają pod swoją pieczą osobę starszą.

Na co zwrócić uwagę podczas opieki nad osobą starszą?
Przede wszystkim na potrzeby swojego podopiecznego.
Starsi ludzie bardzo często bywają najzwyczajniej w świecie samotni. Przeżyli sporo lat, mają wiele wspomnień, doświadczeń. Potrzebują wygadać się, mieć obok kogoś kto zwróci na nich swoją uwagę, z kim będą mogli porozmawiać. Znajdźmy trochę czasu na taką rozmowę. Pooglądajcie razem stare zdjęcia, posłuchajcie historii. To nic nie kosztuje, a może naprawdę bardzo pomóc.

Doceń.
Starsi ludzie nierzadko czują się bezużyteczni. Zwykle stan psychiczny nie idzie w parze z fizycznym. Chcieliby robić o wiele więcej, przydać się do czegoś, ale fizycznie nie są w stanie. Starszy człowiek, mający spory bagaż doświadczeń, będzie chętny do pomocy. Zapytaj go o poradę, nawet jeśli jej nie potrzebujesz. Senior poczuje się doceniony, potrzebny.

Szanuj.
Szacunek do starszej osoby jest bardzo ważny. My, jako młodsze pokolenie, nie możemy się mądrzyć i pokazywać, że wszystko wiemy najlepiej. Dajmy seniorowi przeświadczenie, że to on jest najmądrzejszy, choćby z racji wieku. Szanujmy jego poglądy, przyzwyczajenia- one się nie zmieniają. Jeżeli podopieczny od 40 lat, w każdą niedzielę je rosół- uszanuj to. Nie próbuj zmieniać na starość jego nawyków, bo zrobisz mu krzywdę.

Co robić, gdy nie dajesz sobie rady z opieką?
Opiekun osoby starszej może czuć się wykończony, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Trzeba mieć świadomość tego, że seniorzy bardzo często mają demencję starczą. Mogą wyzywać wszystkich wokół, nie poznawać najbliższych, krzyczeć, mieć halucynacje, widzieć wszędzie spiski, nie ufać nikomu. Mogą przez to nie mieć apetytu, mogą rzucać jedzeniem. Robią różne rzeczy, które ciężko jest logicznie wytłumaczyć. Jednego dnia możesz być dla seniora najlepszym przyjacielem, któremu opowiada historię swojego życia, z którym siedzi do późna w nocy i pije herbatę. Zaś drugiego dnia rano, nie pozna cię, odmówi przyjęcia tabletek twierdząc, że chcesz go otruć. Co więcej może się to zmieniać z godziny na godzinę. Można oszaleć, prawda?

Dlatego zadbaj o swoje zdrowie psychiczne i przede wszystkim poproś o pomoc. Nieważne czy zajmujesz się matką, ojcem, dziadkiem czy wujkiem. Poszukaj rodzeństwa, siostrzeńców, szwagrów- kogokolwiek. Jeżeli osoba nie ma żadnych krewnych oprócz Ciebie, idź do Miejskiego/ Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Ośrodki te organizują i świadczą usługi opiekuńcze (także te specjalistyczne). Z pewnością taka pomoc odciąży Cię, da chwilę wytchnienia- to się bardzo przyda. Warto nawet wynająć opiekunkę i spędzić trochę czasu wśród ludzi, wyjść z domu. Może wśród sąsiadów znajdzie się pomocna dusza?

Jeżeli czujesz taką potrzebę- udaj się do psychologa i poszukaj grup wsparcia. Ludzie, poprzez opowiedzenie swoich historii a także swoich poczynań, mogą Ci bardzo pomóc. Nie jesteś z tym sam/a!
W momencie kiedy senior wymaga opieki bardzo specjalistycznej lub całodobowej, a Ty nie jesteś w stanie mu tego zapewnić, może warto pomyśleć o usługach domów spokojnej starości, np: http://www.domyopiekiolimp.pl/ . Plusem takich ośrodków jest opieka w każdej chwili, na miejscu jest wykwalifikowana kadra, która w razie potrzeby interweniuje.

Nawet jeżeli Twoi rodzice, czy dziadkowie trafią do domu spokojnej starości- odwiedzaj ich. Seniorzy bardzo potrzebują zainteresowania, nie można ich lekceważyć. Wiadomo, że każdy z nas ma pracę, swoje rodziny, obowiązki. Postaraj się tak zorganizować, aby udało się choć chwilę poświęcić na spotkanie. 

"Starość Panu Bogu nie wyszła", postarajmy się jednak, by nasi seniorzy przeżyli ją godnie i z należytym szacunkiem.  Nie zostawiajmy ich samych, zapewnijmy pomoc oraz wsparcie.

Jak zbudować nowy związek po rozstaniu?

Pierwsze spotkanie, głębokie spojrzenia, wymiana uśmiechów, zauroczenie. Wciąż pamiętasz pierwszą randkę, romantyczne nocne spacery i te „motylki” w brzuchu? Niestety, czasem czar pryska i nawet wielka miłość kończy się rozstaniem.


Stało się, jesteś singlem. Pewnie masz za sobą ciężki czas, w końcu zakończenie związku nie należy do najprzyjemniejszych sytuacji życiowych. Człowiek jest zwierzęciem stadnym, toteż życie w pojedynkę może być uciążliwe.


Jak więc stworzyć nowy związek po rozstaniu?


nowy związek po rozstaniu

CZAS
Jest to sprawa indywidualna. Jedni, aby zbudować nową relację potrzebują kilku tygodni, inni paru lat. To Ty musisz czuć, że to jest odpowiedni moment. Pamiętaj, że nie warto się spieszyć. Czas jest najlepszym doradcą, więc daj go sobie tyle, ile potrzebujesz. Życzliwym osobom, które chcą Cię swatać, a Ty nie czujesz się jeszcze na siłach, powiedz: „Przyjdzie na to czas” :) 
Nie wierz nikomu, kto powie Ci, że lekarstwem na złamane serce jest nowa miłość. Nic z tych rzeczy.

ZAMKNIĘCIE PRZESZŁOŚCI
Na samym początku trzeba zamknąć za sobą jedne drzwi, aby móc otworzyć drugie. Ok, masz piękne wspomnienia, garść doświadczeń, ale… już wystarczy. Wasz związek się zakończył, a Ty musisz iść dalej. Wyrzuć wszystkie rzeczy, które kojarzą Ci się z ex. Bez tego, wszystko będzie Ci przypominać o tym związku. Posprzątaj, wyjdzie Ci to na dobre.
Przeanalizuj swój wcześniejszy związek, zabierz z niego doświadczenia. Zastanów się jakie masz potrzeby. Przemyśl, co było robione źle, czy można było inaczej się zachować. Wszystko po to, by nie powielać tych samych schematów. Pamiętaj, że zaczynasz nowy etap w swoim życiu. Nie zabieraj do niego starych „brudów”.

TOWARZYSTWO
Możliwe, że nie chcesz patrzeć na zakochane pary, które Cię otaczają- nic dziwnego. Jednak nie możesz siedzieć w domu. Trzeba wyjść do ludzi, spotykać się ze znajomymi. Nie blokuj się na ludzi, towarzystwo przyjaciół może bardzo pomóc. A może poznasz kogoś podczas wizyty u znajomych? Nowi znajomi zawsze niosą ze sobą odmienne możliwości, inaczej organizowany czas, nowe tematy do rozmów. Może zapiszesz się na siłownię lub kurs języka włoskiego? Kto wie…

SAM ZE SOBĄ
Zapytałam kiedyś przyjaciela: „jak sprawdzić czy nadaję się do związku? Jak dowiem się, czy to jest odpowiedni moment, czy jestem gotowa?”. On odpowiedział mi: „Idź sama do kina. Zobaczysz, czy umiesz spędzać czas sama ze sobą, a jednocześnie będziesz wśród ludzi”. Początkowo wydawało mi się to głupie. Później jednak stwierdziłam, że ma rację. Człowiek powinien czuć się dobrze sam ze sobą, żeby móc wejść w nową relację.

SPRAWDŹ SIĘ
„Czy ja potrafię jeszcze flirtować?”. Pewnie zadajesz sobie tego typu pytania, w końcu rozpoczęcie nowego związku po dłuższej przerwie lub ciężkich przejściach jest trudne. Możesz się blokować, nie czuć się swobodnie. Może warto się sprawdzić? Dla osób samotnych organizowane są tzw. http://speed-dates.pl/ – szybkie randki. Masz szansę na sprawdzenie siebie. Zobaczysz czy potrafisz rozmawiać z nowopoznanymi osobami. Przekonasz się, że poznawanie nowych osób może być bardzo łatwe. Jeżeli stwierdzisz, że to nie jest dobry moment- nic nie tracisz, jest duża szansa na to, że tych osób więcej nie spotkasz :) Jeżeli nie czujesz się na siłach, by wyjść do ludzi i spotkać się w „realu”, spróbuj porozmawiać z nimi na czacie. Pamiętaj oczywiście o swoim bezpieczeństwie i o tym, żeby nie zakochiwać się w pierwszej lepszej osobie, która prawi Ci komplementy- nigdy nie wiesz, kto jest po drugiej stronie ekranu.

BĄDŹ SOBĄ
Nie udawaj kogoś, kim nie jesteś. Bez różnicy, czy spotykasz się z kimś, czy piszesz na czacie. Zawsze bądź sobą. Jesteś przecież fantastyczną, wartościową osobą, po co więc udawać kogoś innego?

NIC NA SIŁĘ
Kiedy poznasz kogoś, nie myśl o tej osobie jak o potencjalnym partnerze na resztę życia. Nie można szukać miłości na siłę- marne szanse, aby z takiej znajomości wyszło coś poważniejszego. Prędzej druga osoba stwierdzi, że mamy nie po kolei w głowie.

Przeanalizuj swój wcześniejszy związek, wyciągnij z niego plusy i minusy. Zobacz nad jakimi cechami swojego charakteru możesz popracować, żeby Twoja przyszła relacja była lepsza. 
Pamiętaj: każdy poprzedni partner zawsze daje jakieś doświadczenie- wykorzystaj to.

Teraz podnieś głowę do góry i idź dalej, nie oglądaj się za siebie. Chyba, że po to, aby wyciągnąć wnioski z doświadczeń jakie przeżyłeś. Gdzieś czeka na Ciebie Twoja druga połówka. Nie, nie! Nie mam na myśli wódki- tylko drugą osobę ;)
Czeka, aby właśnie z Tobą spędzić resztę życia.

Mnie się udało, za Ciebie trzymam mocno kciuki! 


Jak przygotować dziecko do wyjazdu na kolonie?

Wielkimi krokami zbliżają się lato, wakacje i wyjazdy. Być może w tym roku Wasze dziecko po raz pierwszy wyjedzie samo na kolonie. Niewykluczone, że jeszcze musicie poczekać na ten moment.


Nas czeka to dopiero za kilka lat. Pierwszy samodzielny wyjazd dziecka jest ważnym wydarzeniem dla całej rodziny. Ważnym, ale bardzo stresującym.


Właśnie z powodu tychże stresów warto przygotować się do tego wcześniej.
Od czego zacząć?
Pomijając kwestię organizacji, odpowiedniego miejsca oraz kadry wychowawczej, powinniśmy być pewni, że nasze dziecko jest gotowe na wyjazd. Przede wszystkim musi chcieć jechać- nie możemy go przecież zmusić.
Warto "wysłać" pociechę najpierw na weekend, potem na kilka dni do dziadków, czy też cioci. Najlepiej jakby było to poza miejscem naszego zamieszkania. Dzięki takiemu doświadczeniu zobaczymy, czy nasza pociecha jest w stanie bez nas (rodziców) wytrzymać :)

Nowy opiekun.
Dobrze jeśli dziecko ma świadomość, że podczas kolonii, w zastępstwie rodziców, opiekuje się nim wychowawca. Pociecha musi wiedzieć, że jego opiekun to osoba godna zaufania, której może wszystko powiedzieć. To buduje poczucie bezpieczeństwa. Mimo braku obecności rodziców, dziecko ma kogoś, na kogo może liczyć.

Samodzielność jest bardzo ważna. Na określoną ilość dzieci przypada jeden wychowawca. Z pewnością nie będzie on miał cały czas wszystkich swoich wychowanków na oku.
Mycie się i ubieranie- to podstawa. Dziecko musi wiedzieć jak ubrać się odpowiednio do warunków atmosferycznych. Powinno też potrafić zrobić sobie kanapkę. Dziecko, które łatwo nawiązuje kontakty z rówieśnikami, jest otwarte i rozmowne, ma większą szansę na szybszą adaptację w nowych warunkach.

Znajomość grupy.
Jeżeli kilkulatek zostaje bez rodziców, w nowym miejscu, z nieznanymi mu ludźmi- może spanikować. Dlatego dobrym pomysłem jest, aby na pierwszy obóz pojechał w gronie znajomych mu rówieśników. Można umówić się z rodzicami jego kolegów/ koleżanek z klasy i wykupić ten sam turnus. Razem będzie im z pewnością raźniej.

Kontakt.
Telefon nie jest obowiązkowym wyposażeniem plecaka na wyjazd. Wydaje mi się, że stały kontakt z wychowawcą powinien wystarczyć. Dziecko mając swój telefon będzie bardzo często dzwonić i nie będzie mieć czasu, aby zżyć się z grupą. Chyba, że regulamin kolonii zezwala na posiadanie komórek. Dobrze byłoby wtedy, gdyby telefony do rodziców były wykonywane w określonych godzinach. Na obozie jest co robić, czy chcielibyście przeszkodzić swojemu dziecku w dobrej zabawie?

Półkolonie.
Przez prawdziwym samodzielnym wyjazdem, można wysłać dziecko na półkolonie. Zapewniają one dzienną opiekę nad dziećmi, atrakcje, wyjazdy np poza miasto, a także wyżywienie. Bez noclegów. Jednakże dzięki półkoloniom jesteśmy w stanie ocenić, czy nasze dziecko jest gotowe na samodzielny wyjazd.

Wyjazd razem, ale osobno.
Niektóre biura podróży mają w swojej ofercie wyjazdy dla rodziców i dzieci, ale podczas tego wyjazdu pociechy mają cały program zajęć. Nie przebywają cały czas razem z dorosłymi. Dzięki takim wyjazdom dzieci czują się bezpiecznie, ponieważ mają rodziców "pod ręką". Dorośli nie panikują, bo wiedzą, co się dzieje z ich pociechami. Plus jest również taki, że dzieci mogą choć trochę zobaczyć jak wyglądają kolonie/ obozy, Boimy się tego, czego nie znamy. Warto więc poznać.
Taką opcję oferuje http://www.jaworzyna.com.pl/


Kochany Rodzicu, aby Twoje dziecko do wyjazdu na kolonie- wyrzuć klosz. 
Nie możemy trzymać naszych dzieci pod kloszem, jeśli chcemy, by miały normalne kontakty i relacje z rówieśnikami. Musimy dać im trochę swobody, wypuścić na samodzielnie na podwórko, pozwolić na to, by poszły do kolegi np na noc. Naturalną rzeczą jest, że dzieci rosną, są coraz większe. Musimy im pozwolić nauczyć się samodzielności. Jednocześnie wspierając i pokazując, że jesteśmy. Kilkulatek może nam pomagać w zmianie pościeli. Może przygotować sobie ubrania na następny dzień. Powinien umieć się samodzielnie umyć, ubrać, posprzątać po sobie.
Jest to czasochłonne, dlatego zacznijcie już od dziś. Małymi kroczkami, można osiągnąć wiele.

Nadmierne owłosienie na twarzy, jak je usunąć?

Matka natura nie jest sprawiedliwa. Jedni z nas nic nie muszą upiększać w swoim wyglądzie. Drudzy, wciąż coś poprawiają i zmieniają. 


Czasem przez własne „widzimisię”, by lepiej wyglądać. Niekiedy jednak naprawdę muszą ingerować w swój wygląd. Szczególnie w przypadku nadmiernego owłosienia. Kobieta z wąsikiem lub brodą nie wygląda dobrze, prawda? Ja jestem naturalną blondynką, więc nie mam z tym kłopotu, brunetki mogą mieć większy dyskomfort, ponieważ ich owłosienie jest ciemniejsze i grubsze, w związku z tym bardziej widoczne.


depilacja twarzy


Niektóre kobiety mają bardzo duży problem z włosami na twarzy. Częsta depilacja zamienia ich życie w utrapienie, powoduje kompleksy, nierzadko depresję oraz zamknięcie w sobie.

Co mogą zrobić osoby z nadmiernym owłosieniem? Wybór jest prosty: depilować, albo zostawić. Pewnie większa ilość przedstawicielek płci pięknej wybierze pierwszą opcję.

Mamy kilka metod depilacji do wyboru.

Pęseta.
Usuwanie włosków pęsetą jest czasochłonne, zwłaszcza jeśli chodzi o regulację brwi- do tego pęseta nadaje się najlepiej. Zajmuje to czas, gdyż musimy precyzyjnie wyrywać włoski, które po kilku dniach niestety znów się pojawiają. Do większych ilości włosków pęseta się nie nadaje.

Maszynka.

Najtańszym i najszybszym sposobem wydaje się maszynka do golenia. Jednakże trzeba jej używać bardzo często, praktycznie codziennie. Niestety golenie powoduje, że zarost na twarzy jest bardzo widoczny podczas odrastania. Zamiast pozbyć się problemu- można go sobie zwiększyć.

Plastry z woskiem.

Wosk przykleja się do niechcianych włosków i odrywa je. Pod warunkiem, że włoski będą miały minimum 3 milimetry długości- w przeciwnym razie wosk się do nich nie przyklei. Chwila bólu, kilka godzin zaczerwienienia twarzy i spokój z depilacją na jakieś 6 tygodni.

Pasta cukrowa.

W przeciwieństwie do wosku, pasta okleja same włoski, nie przykleja się do skóry. Co za tym idzie zabieg takiej depilacji jest mniej bolesny. Efekty utrzymują się około 3 tygodnie. Pasta cukrowa nie jest polecana osobom o ciemnej karnacji. W składzie pasty znajduje się sok z cytryny, który może spowodować rozjaśnienie skóry i przebarwienia. 

Krem do depilacji.

Depilacja tego typu jest bezbolesna, prosta i dość szybka. Jednak ma też swoje minusy: specyficzny, nieprzyjemny zapach i krótkotrwałe działanie, co kilka dni trzeba powtarzać zabieg. 

Depilacja laserowa.
Jest to jedna z metod trwałego usuwania włosków. Laser niszczy cebulki, dzięki temu włosy już nie odrastają. Niezbędne są regularne zabiegi, aby uzyskać efekt trwałej depilacji wystarczy około 5 zabiegów. Przez 4-6 tygodni przed depilacją laserową nie można usuwać włosów. Depilacja laserowa jest dość długotrwała, ponieważ zabiegi wykonuje się co 5-6 tygodni. Wiele osób obawia się bólu związanego z depilacją. Nowoczesne lasery są wyposażone w inteligentny system chłodzenia, dzięki temu ból nie jest aż tak odczuwalny. Biorąc pod uwagę wszelkie "za" i "przeciw" oraz patrząc na rezultaty końcowe- warto się poddać tego typu zabiegom. Dzięki nim osoby, które mają problem z nadmiernym owłosieniem mogą w końcu normalnie żyć. 

Źródło informacji: light sheer warszawa


Nadmierne owłosienie na twarzy może być spowodowane zmianami hormonalnymi, Warto udać się do endokrynologa, który zbada ich poziom.

Jakie metody depilacji stosujecie?