Navigation Menu

Nie sposób się nudzić...

Zdecydowanie, od paru dni nie mamy na to czasu:)

We wtorek minął tydzień (już!), położna środowiskowa przyszła na wizytę. Szwy matce ściągnęła. Stwierdziła, że synek młodszy ma żółtaczkę, zbyt silną. Poszliśmy do rodzinnej. Dostaliśmy skierowanie do szpitala. Pojechaliśmy, a tam odesłano nas z kwitkiem. Pani doktor powiedziała, że nie chce zdrowego dziecka u siebie na oddziale, żeby nic nie załapało. I w sumie dobrze, chociaż poziom bilirubiny mogłaby zmierzyć.. Mieliśmy przyjechać na drugi dzień do poradni neonatologicznej na innym oddziale. Pojechaliśmy. Pani doktor sprawdziła stężenie bilirubiny. Okazało się, że nie jest tak wysokie, żeby zostać w szpitalu na naświetlaniu. Lekarka uznała, że trzeba dziecko obserwować, czy nie jest bardziej żółte, poza tym poić jak najczęściej i 2 razy dziennie po minimum godzinie spacerować- naturalne naświetlanie.
Ulżyło mi troszkę, choć niepewność została. Tym bardziej, że jeśli ta żółtaczka nie zejdzie trzeba będzie pobrać krew i przeprowadzić badania.. krew z żyły.. takiemu maleństwu.. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.

W środę synek starszy wrócił od cioci. Nie widziałam go półtora tygodnia, stęskniłam się jak cholera, a do tego jak go zobaczyłam, to nie poznałam. Urósł, przytył, rozgadał się. Tak, byłam w szoku. Mikiego szukał u mnie pod bluzką :) Kiedy pokazaliśmy mu małą dzidzię, oczy mu się zaświeciły, po jakimś czasie dał buziaka w czółko. Rozczulający widok :) 
Bałam się, że nie będę umiała się podzielić, w końcu obydwaj potrzebują dużej uwagi. Jednak Marcel ma 22 miesiące, można mu wytłumaczyć wiele rzeczy, zrozumie- od razu lub po jakimś czasie, ale zrozumie. Kiedy Mikołaj płacze Marcel szybko podbiega do mnie i przerażony krzyczy: "Mama, Kiki, dzidzi!", ciągnie mnie za rękę do łóżeczka i pokazuje, że maluch płacze. 
Jak na razie nie próbował go karmić, ani bawić się z nim. Wczoraj zobaczył, że przemywam Mikiemu zaropiałe jeszcze oczka. Jak wytłumaczyłam mu po co to robię, skomentował "Ahaa, koko" i prawie włożył mu palec w oko.
Na spacerze sama bym sobie nie poradziła. Marcel to żywioł. Staram się go okiełznać i nauczyć by trzymał się wózka jak idziemy na dwór. Nie jest lekko, ale praktyka czyni mistrza ;)
A w domu? jest dobrze. Nawet udaje mi się wygospodarować pół godzinki dla siebie w tym wirze matczynych obowiązków:)

Wspaniale się czuję jako podwójna mama, bo dzieci dają naprawdę wiele szczęścia i powodów do uśmiechu.



5 komentarzy:

  1. Dacie rade :) ja widzę teraz jak mały tylko szuka starszego, i czeka jak przyjdzie go poprzytulać :) Śliczne chłopaki a jak bedzie słońce to rozbieraj małego do bodziaka i przez okno go wygrzewaj :) u nas była taka sama sytuacja. Pomarańczka szybko zejdzie

    OdpowiedzUsuń
  2. Super:) mały pomagier Ci rośnie, trzymam kciuki aby było dobrze i jeszcze raz gratuluję

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknych masz synków:) Starszy jaki mądry:)
    Nowy blog super- rzeczywiście bardzo przejrzysty i można dojść szybko co i jak:)
    Pozdrawiam, Aga:)

    OdpowiedzUsuń
  4. chciałam powiedzieć że nominowałam Cię do Liebster Award, szczegóły u mnie:) Zapraszam do zabawy

    OdpowiedzUsuń
  5. Wczoraj prawie trzy godzinki się na słonku wygrzewał, racja Bernadetko, zaczyna schodzić :D Dziękuję, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się zaglądać do wszystkich, którzy zostawią u mnie ślad. Do zobaczenia.