Navigation Menu

Wciąż razem, choć już osobno.

Życie bywa przewrotne, nawet bardzo.

Jadąc 09.04 na izbę przyjęć nie pomyślałam nawet, że mój drugi poród będzie tak wyglądał..
Początkowo spokojnie.
Szybko przyjęto mnie do szpitala, nie musiałam długo czekać na salę. 
Dostaliśmy pokój z wdzięczną nazwą Lawendowa. Wystrój- cudny, adekwatny do nazwy.

A na środku: Koło porodowe.


Koło to "wchodziło" w życie dwa lata temu, gdy rodziłam starszego synka. W tym samym roku otworzono nowy oddział w naszym szpitalu. "Rodzić po ludzku"- to jego myśl przewodnia.

Cieszyłam się, że trafiliśmy akurat na tą salę, wcześniej rodziłam na łóżku- również doskonale przystosowanym do potrzeb każdej rodzącej.
Koło było według mnie lepsze, można je ustawić by rodząca bardziej leżała, można się na nim bujać- u mnie łagodziło to ból przy skurczach.

Dostałam do wypełnienia plan porodu. Kobieta zaznacza w nim jakie środki przeciwbólowe chce przyjmować, w jakiej pozycji rodzić itp. Miłym zaskoczeniem był kącik do kawy i herbaty. Mąż załapał się na kawkę:)

Któraś z lekarek znalazła nawet czas, by z mężem przeprowadzić ankietę na temat bezpłodności..
W międzyczasie lekarz chciał przebić pęcherz płodowy, ale okazało się, że główka nie schodzi w dół. 
Skurcze były coraz częstsze, dłuższe i bardziej bolesne.
Teoretycznie niby wszystko nam mówiono, ale w praktyce widziałam, że lekarki szepcą między sobą.

Zdecydowali się przebić pęcherz. Od tego momentu akcja porodowa nabrała tempa.
Niestety rozwarcie zatrzymało się na 7 cm.. a główka wciąż była za wysoko.
Poczułam bóle parte. Mąż pobiegł po położną, która po zbadaniu mnie powiedziała, że to jeszcze nie czas.
Po kolejnych dwóch, ledwo co wstrzymywanych partych mąż znów pobiegł po położną. 
Dziecko straciło tętno. 

Nagle w sali pojawiło się pełno personelu. Pamiętam tylko słowa lekarza: "Na blok- biegiem".
Dosłownie- pobiegliśmy na salę operacyjną. Nie było czasu na wózek, czy cokolwiek. Mąż położył mnie na łóżko, mnie od razu przewieziono na drugą salę, a on został..

Najgorsza była dla mnie świadomość, że dziecku nie bije serce. 
Dostałam szybkie znieczulenie- w trakcie skurczy, ale nie było innej możliwości, nie było czasu..
Zanim zaczęło działać, już miałam podłączony tlen, założony czepek i postawiony parawan. 
Cała akcja działa się bardzo szybko..

O 11.41 usłyszałam, że synek jest już na świecie, czekałam na pierwszy krzyk.. w życiu się tak nie bałam. Na szczęście po chwili zaczął płakać, tak, że przez dłuższy czas nie mógł skończyć :)

Synek dostał 8-8-9 pkt w skali Apgar.
Miał 55cm i ważył 3660g - identycznie jak jego starszy brat.

Położna położyła mi go zawiniętego w ręcznik, wtedy się uspokoił i spojrzał mi prosto w oczy.
Wszystkie nerwy, strach, stres i ból w jednej chwili puściły.
Dziecko to największy ze wszystkich cudów świata.


Mikołaj.



15 komentarzy:

  1. Wszystko dobrze, że się dobrze skończyło. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo szybko wróciłaś do domu z synkiem po cesarce:) Jak napisałaś, że jesteś na porodówce to tylko czekałam na wiadomość o maleństwie:)Teraz z każdym dniem będzie coraz lepiej. Najgorzej, gdy kichnąć i zaśmiać się nie można, bo rana boli:) ale przejdzie. Po dwóch tygodniach będziesz jak nowo narodzona. Jeszcze raz gratuluję! Dzielna z Ciebie kobietka:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję:)
    Nie byłam przygotowana na cesarkę. Mam wrażenie, że szwy mi popękają i skóra się rozejdzie. Mam nadzieję, że te dwa tygodnie szybko miną :)
    Każda z nas, która przejdzie przez porodówkę jest SuperWoman :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Się popłakałam, strasznie szybko się wzuszam odkąd na świecie pojawiło się moje pierwsze dziecko. Dobrze że wszystko skończyło się tak. Ja żle wspominam poród, na szczęście dzidzia urodziła się cała i zdrowa :)

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Kinga przepraszam, nie chciałam doprowadzić do łez;)
    Jesteśmy więc szczęśliwymi matkami, które przeżyły koszmarne porody, a dzieci są zdrowe ! Oby zawsze się tak właśnie kończyło:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super że tak szybko poszło. Fajnie że jesteście cali i zdrowi, to najważniejsze. Fajne to łóżko.

    OdpowiedzUsuń
  7. matko pierwszy raz widze takie kolo....
    nie mialam nigdy cesarki ale szybko byliscie w domu
    najwazniejsze ze dzidzia juz jest i wszystko ok
    zdrowka dla was
    pozdrwaim i zapraszam do odwiedzin u nas

    OdpowiedzUsuń
  8. Acha i jeszcze jedno:) Nie waż mi sie czuć po cesarce gorsza! Nie ma takiej opcji:) Na szwy psikaj "Osciseptinem" czy jakoś tak:) Super pomaga goić ranę, odkaża i nie piecze! Masz teraz porównanie między porodem sn a cc. Ja nigdy chyba takiego porównania nie będę mieć. Po cesarce każą mieć następną cesarkę. Ja planuję różnice między dziećmi 3 lata- pewnie nie będę miała wyboru:P

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję Wam :*
    Nie ważę się :P Czuję się w sumie jak po trzech porodach, bo drugi zaczął się naturalnie;) ale nie ma to większego znaczenia. Octeniseptu używam, też do pępka małego. Ale boję się, że jak mi ściągną szwy to wszystko puści..
    Po porodzie naturalnym szybciej można dojść do siebie- Zdecydowanie :) 2 całe doby byliśmy, wszystko w porządku, więc do domu. Eh, kiedyś jak kobieta miała cesarkę, wypuszczali na 8 dobę dopiero :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow właśnie wpadłam przypadkowo na Twojego bloga i uwagę przyciągneła ta mała noworodkowa buźka przesłodka!ale miałaś przeżycia! Gratulacje i oczywiście super że wszystko się dobrze skończyło!
    Zapraszamy do nas

    juliettafashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się dziecko to cud największy na świecie. Porodu nie zazdroszczę cieszę się że z małym wszystko okey:) Śliczna dzidzia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja nie miałam szwów po cesarce... a to ciekawe...Wyciągnęli mi tylko 2 supełki po bokach blizny...ale to jak do domu wracałyśmy
    Jak maleństwo i starsze? Nie zazdrosne?:))

    OdpowiedzUsuń
  13. Cholera, poryczałam się.... Czytając Twój post, przypomniałam sobie moment tuż po tym jak mój synek wyszedł z mojego brzucha i położono mi go na piersi takiego jeszcze mokrego, śliskiego brzydalka ;) Razem z mężem płakaliśmy wtedy ze szczęścia jak bobry pewnie z pół godziny, aż się położna z nas śmiała. To był najpiękniejszy moment w moim życiu. Życzę Wam duużo zdrówka i samych wspaniałych chwil :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Fakt, dziwne, że bez szwów. Starszy jeszcze nie jest zazdrosny. Ciągle Małego całuje i mówi mu cześć :)
    Ten moment, kiedy kładą dziecko na piersiach- cudowne wspomnienie do końca życia. I powód do łez- jak najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wzruszające! SUper że wszystko się udało :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się zaglądać do wszystkich, którzy zostawią u mnie ślad. Do zobaczenia.