Navigation Menu

Nasza miłość do siebie.. i do chusty, czyli jak poradzić sobie z dwójką małych dzieci.

Jak to się zaczęło?

Banalnie. 
Przeprowadzka, mama wróciła do pracy, Starszy syn skończył roczek, jakieś 3 miesiące później BACH. Okazało się, że jestem w ciąży. Nie ukrywam, że nie była planowana, no chyba, że TEN na Górze sobie to zaplanował. 
Początkowo czułam jeden wielki strach. Jak to będzie z dwójką tak małych dzieci. Przecież mieszkamy na trzecim piętrze..- myślałam. Moje obawy nasilały się z każdym miesiącem. 

Marcel jest naprawdę ruchliwym dzieckiem, wszędzie go pełno. Gdyby nie pomoc rodziny, gdy byłam w ciąży i zaraz po porodzie.. oj, byłoby ciężko. Ale pomagali. (Z tego miejsca jeszcze raz Dziękuję!). Zabierali Marcela, mogłam się wyspać, odpocząć, skompletować wyprawkę- na szczęście część rzeczy zostawiłam sobie po Starszym. 
Jednak nie mieliśmy wózka, ponieważ ten po Marcelu się nie nadawał.
Któregoś razu wypatrzyłam wózek na stronie z ogłoszeniami. Pomyślałam, Fajny, może byśmy go kupili.. Zaczęłam dokładnie czytać opis i okazało się, że w komplecie wraz z wózkiem, jest mata edukacyjna, zabawki, ciuszki i .. chusta. Wtedy mnie olśniło, że 'gdzieś kiedyś' o tym słyszałam. Od razu zaczęłam wertować internet i zdecydowaliśmy się kupić ten cudowny zestaw. 

Kiedy Mikołaj przyszedł na świat nasze życie wywróciło się do góry nogami. Marcel był wtedy u cioci, która przywiozła go jakiś tydzień po narodzinach Mikiego, abyśmy mogli się oswoić z noworodkiem i abym ja mogła odpocząć po porodzie, dojść do siebie.. za co jestem jej BARDZO wdzięczna.

Pierwsze spacerki- w czwóreczkę, z wózkiem. Mąż wtedy nie miał pracy, wysyłał setki CV i czekał na odpowiedzi, więc mógł mi pomagać. Wyciągał wózek z piwnicy, znosił Mikiego ( w torbie do wózka), bo ja po cesarce nie mogłam dźwigać. 

Później się zaczęło. Mąż poszedł do pracy. 
Zostałam w domu z dwójką dzieci. Myślałam, nie będzie tak źle. Mikiego położę spać-w końcu małe dzieci tylko jedzą i śpią, z Marcelem będziemy układać puzzle, bawić się autami, pomoże mi w porządkach
Okazało się, że Mikołaj wcale nie jest podręcznikowym dzieckiem i spać nie chciał prawie w ogóle- najchętniej całe dnie spędzałby na maminych rękach (tak na marginesie miał kolki), Marcel wcale nie chciał bawić się z mamą i układać puzzli- wolał wyjść "Dada". Mikołaj płakał, bo nie mogłam go trzymać wiecznie na rękach, w końcu musiałam robić jedzenie Marcelowi. Ten z kolei płakał, bo chciał na dwór. A ja płakałam, bo.. nie dawałam rady. Postanowiłam wyjść z nimi, choć wiedziałam, że będzie ciężko.

Wtedy zaczęły się schody. . ze schodami. Bo jak wziąć jednego na ręce, drugiego za rękę, bo przecież windy nie ma, a zejść musi. I jeszcze do piwnicy- wózek wytargać. Ja do piwnicy a Marcel w długą.. na szczęście choć trochę się słuchał i wrócił. Szybki półgodzinny spacer, pora do domu, przecież Miki musi zjeść. I znów schody...

Powiedziałam sobie Dość.. Musiałam się nauczyć wiązać chustę. Spróbowałam raz. Byłam spocona jak mysz po tym jak w końcu udało mi się to zrobić. Jednak Mikiego nie włożyłam, bo darł się wniebogłosy- kolki.. Nie chciałam nas męczyć jeszcze bardziej. 

Przez kolejne tygodnie musiałam prosić najbliższych, by pomagali mi w wyjściu na spacer z dziećmi. Na szczęście moi rodzice mieszkają klatkę obok, więc miałam pomoc blisko. Ale ile można w ten sposób.. Tym bardziej, że Mikołaj wciąż płakał  w wózku. Musiałam go układać na brzuszku (bo tylko tak zasypia) i bujać.
Zrobiłam podejście drugie, na spokojnie, włączyłam filmik w internecie i zaczęłam wiązać. Marcel zdziwiony patrzył, "pomagał". 

Udało się. Włożyłam Mikołaja do "kieszonki", przełożyłam chustę pod nóżkami, zawiązałam z tyłu. I modliłam się, żeby nie wypadł. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy byłam przerażona :)

Okazało się, że nie zdążyłam zamknąć drzwi wejściowych- a Miki już spał. Marcel był wniebowzięty- przecież szedł na dwór. Byliśmy na spacerze, na zakupach, wróciliśmy do domu. Mikołaj wciąż spał. Do momentu, kiedy odwiązałam chustę. Wtedy się obudził, ale nie krzyczał- uśmiechał się. 

Miło wspominam pierwszy spacer z chustą. Od tamtej pory wychodziliśmy codziennie, nawet jak trochę padało. Poczułam się niezależna.

Reakcje ludzi na widok chusty są różne. Niektórzy mówią, że jak tak można, dziecku nie wygodnie, że ściśnięte, oddychać nie może, itd. Odpowiadam ze spokojem, że synkowi faktycznie jest bardzo nie dobrze, dlatego tak słodko śpi.
Trafiają się też tacy, co potrafią chustę odciągnąć i wsadzić w nią swoją.. twarz, aby zobaczyć tego słodziaka małego. 
Szczerze mówiąc nie wiem, których bardziej nie lubię. Tych, co psioczą, czy tych, co "wchodzą" w chustę, albo nogi Mniejszemu chcą wyrwać, bo przecież Słodkie takie, małe bułeczki.. Pewnie, że słodkie, ale to nie powód, żeby je ciągle macać.  O zgrozo.

Ostatnio doszło do mnie, że jak wychodziliśmy z wózkiem musiałam brać dodatkową torbę, na pieluszki, pampersy, herbatkę/ wodę.. a jak wychodzimy z chustą biorę picie Marcelowi, paczkę chusteczek, portfel i klucze. 
Mikuś jest dzieckiem, które potrzebuje bardzo dużo bliskości, przytulania, ciepła. Marcela również trzeba chwalić, doceniać, zajmować się nim non- stop, bo jest żywym srebrem. Nosząc Młodszego w chuście mam więcej "rąk" dla Starszego. 

Możecie pomyśleć sobie, że jestem typowo EKO mamą, bo noszę dziecko w chuście. 
W naszym przypadku bliskość jest połączona z wygodą. Nie noszę synka w chuście by być modna, czy też aby powrócić do natury jak niektórzy określają chustowanie..

Nie jest tak. Jestem normalną kobietą. Maluję paznokcie, farbuję włosy, nie przejmuję się SLS-em w składzie kosmetyków, ćwiczę by powrócić do formy po porodzie, daję Starszemu czekoladę, włączam mu bajki, daję szmatkę kiedy ja sprzątam, żeby mi pomógł, krzyczę też- czasem jak się zdenerwuję. Tak, bo czasem brakuje mi sił. Bunt dwulatka połączony z potrzebą bliskości 3 miesięcznego maleństwa naprawdę potrafi dać do wiwatu.

Jednak przychodzą chwile takie jak ta- kiedy piszę tego posta. 
Dzieci śpią, obiad ugotowany, w domu posprzątane, pranie zrobione, okna w połowie umyte :)  a ja piję kawę z mlekiem i jestem zadowolona. Z tego, że dzisiaj sprostałam swoim obowiązkom i mam chwilkę dla siebie.
Niekiedy potrzebuję ciszy i spokoju. Odkąd zostałam mamą doceniam cudowny dźwięk ciszy. Jednak uwielbiam Aa gu Młodszego oraz Ciuch ciuch ciuchcia Starszego. Nie wyobrażam sobie jak mogłabym tego nie słyszeć. 

Kocham moje dzieci, miłością bezgraniczną- miłością matki.







17 komentarzy:

  1. faktycznie młody świetnie wygląda w tej chuście :) ale ludzie są wredni :D tak chamsko zaglądać i łapać go za nózie... ;c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest Słodziak, jak każde śpiące dziecko :P
      Bezczelni są ;)

      Usuń
  2. Chusta to całkiem przydatna rzecz dla mamy :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. pięknie napisane:) u nas chusta nie dała rady, tzn. my nie umieliśmy choć próbowaliśmy, byliśmy nawet na nauce. Ale nasz jaśko nie chciał więc chusta leży odłogiem, muszę do niej wrócić czasami by się przydała albo kupię maytay-a bo szkrab jeszcze nie chodzi za daleko a w wózku to już nie chce wiec matka musi na rękach...
    A notka super:) ma nadzieję że uda się zdobyć nagrodę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Matki ręce muszą oszczędzać :)O maytay-u nie słyszałam. My od jakiegoś czasu się chustujemy, choć początki były ciężkie :)

      Usuń
  4. Ja używałam chusty przy mojej córci i byłam bardzo zadowolona. Ona nigdy nie lubiła sama leżeć i musiałam ją wszędzie nosić ze sobą więc chusta to był świetny patent. Mała zadowolona, a ja miałam wolne ręce:-) teraz leży i czeka na drugie bobo;-)
    Super blog z mamowym podejściem. Zostawiam suba i zapraszam do siebie w odwiedzinki;-)
    http://indirectionofstyle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolne ręce przy dziecku bardzo się przydają :)
      zajrzałam już :)

      Usuń
  5. my jakos nie kupywalismy,wolalam tradycyjne nosidelka,albo zaberalam wozek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja się bałam, że starszy takie nosidełko mi rozepnie :)

      Usuń
  6. Świetny post. Super, że sobie poradziłaś bo dzieci to na prawdę wielki skarb- ja sobie nie wyobrażam teraz życia bez mojego Smyka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, wielki skarb :) ja też sobie nie wyobrażam, fakt jest ciężko, ale dzieciaki dają szczęście- bezcenne :)

      Usuń
  7. szkoda że ja wcześniej nie wiedziałam o takim sposobie noszenia dziecka. Teraz napewno skorzystam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda że ja nie wiedziałam o chustach jak miałam pierwszego synka..... w głębokim wózku był 4 razy tak bardzo krzyczał że zaprzestaliśmy spacerów w wózku jak wychodziliśmy to na krótko bo musiałam go nosić na ręcach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakoś nie jestem narazie przekonana do chusty, może to się zmieni ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Typowa niewiedza. Pewnie ludzie myślą kawałek materiału=niebezpieczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja też się bałam na początku. Musiałam się sama przekonać do chusty. Żałuję tylko, że przy Starszym jej nie miałam :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się zaglądać do wszystkich, którzy zostawią u mnie ślad. Do zobaczenia.