Navigation Menu

Mamo.. tęsknię za tatą.. Czyli dlaczego znów mnie mało.

"Mamusiu, kiedy tata przyjdzie?", "Mamo a tata mnie kocha?", "Mamo, tęsknię za tatą", "Mamusiu nie kłam mnie, tata powiedział, że dziś przyjdzie".. 

Tego typu pytania od kilku dni męczą mnie od rana do wieczora. Starszy wciąż mówi o tacie, pyta o tatę.. a ja? Mówię mu prawdę, nie ukrywam niczego, nie okłamuję, nie składam obietnic bez pokrycia. Aczkolwiek nie mam wpływu słowa innych osób. To bardzo boli, tym bardziej jak widzę, że Starszy od rana czeka na spotkanie, które zostało mu obiecane a okazuje się, że jednak nie tym razem, że "jutro".. Jednak kiedy "jutro" trwa parę dni pod rząd, dziecko jest rozżalone, zawiedzione, smutne.

Staram się tłumaczyć, nie uprzedzać go o spotkaniach wcześniej, by nie był rozczarowany. 
Staram się zajmować każdą jego chwilę, jest bardzo żywym dzieckiem, które potrzebuje uwagi. Nie zawsze jestem w stanie mu ją poświęcić, w końcu mieszkam sama, nie mogę się rozdwoić.. ale się staram wszystko ogarnąć..

Dziś Starszy przyszedł do kuchni w momencie, w którym odkładałam telefon. Powiedział tak: "Tata dzwonił?", potwierdziłam a on na to: "Nie przyjdzie?", zaczęłam tłumaczyć, że dziś też nie może, ale Starszy spuścił głowę, odwrócił się na pięcie i wyszedł do pokoju.
W tym momencie serce mi pękło. Nie wyobrażam sobie, co musiał czuć.. W końcu od trzech dni mówię, że tata "jutro" przyjdzie na pewno. 
Okłamałam go. Ta sama mama, która potępia kłamstwo na każdym kroku, tłumaczy, że nie wolno kłamać, że trzeba mówić prawdę.. teraz sama go okłamała.

Nie zastąpię im ojca, to wiadoma sprawa, ale nie chcę by czuli się odrzuceni, niekochani. 

Jestem najlepszym przykładem na to, że "chcieć- to móc", więc jakiekolwiek wymówki do mnie nie przemawiają. Nie wierzę w to, że nie można wygospodarować choć godzinki dziennie dla swoich dzieci.
Przed tym jak Młodszy przyszedł na świat pracowałam na etacie, zdarzało się, że po 12- 13 godzin w ciągu dnia. Miałam jeszcze czas, by pobawić się ze Starszym, zrobić pranie, posprzątać i przyszykować posiłki na kolejny dzień. Można? Można! Tylko trzeba spiąć dupę i się ruszyć. I chcieć, przede wszystkim chcieć. 

Jedna rzecz mnie wkurwia, może dlatego, że nie jestem w stanie tego zrozumieć. Dlaczego matka wychowująca sama dwójkę dzieci, martwiąca się o praktycznie wszystkie ich potrzeby, rozwój, zdrowie, musi jeszcze dbać o to, by te dzieci nie zostały półsierotami i miały kontakt z ojcem. 

Matka ma walczyć o ojcostwo?
Gdzie jest odpowiedzialność dorosłego człowieka za swoje czyny? Przecież dzieci nie są niczemu winne i mają prawo do posiadania matki i ojca.

Jak widać ten kto może z praw nie korzysta a ten kto bardzo chce z nich skorzystać - nie ma możliwości..
I co ma w głowie ojciec, który obiecuje dzieciom, że przyjdzie i nie ma go a później "wynagradza" swoją nieobecność np. słodyczami ? Nie rozumiem...

Jeszcze jakiś czas temu byłam na siebie wściekła, że nie wybrałam im lepszego ojca, który by ich nie olewał. Dziś wiem, że to nie moja wina, nie mogę być odpowiedzialna za czyny innych, to nie zależy ode mnie.

Wiem, że to ja jestem na wygranej pozycji, to ze mną dzieci mieszkają, to ja widzę jak się rozwijają, jakie postępy robią z dnia na dzień, to ja uczę Starszego liczyć, a Młodszego załatwiać się na nocnik, to ja widzę jak się razem bawią, to ja wspólnie ze Starszym decyduję co robimy na obiad, to mnie wołają, gdy się uderzą lub gdy dzieje im się krzywda, to mi Starszy co rano mówi "Kocham Cię Mamo", to ja pękam z dumy kiedy nagle zaczyna liczyć po angielsku lub kiedy obaj mówią (czy też kiwają głową w przypadku Młodszego) "dziękuję".

To ja mam wpływ na ich zachowanie w przyszłości- spędzam z nimi najwięcej czasu (póki co), to ja jestem ostatnią osobą, którą widzą wieczorem i pierwszą od razu po przebudzeniu, to ode mnie zależy jakie wartości będą dla nich ważne, to ja uczę ich odpowiedzialności i konsekwencji.
Ten czas należy do nas, nigdy już nie wróci, więc nie pozwolę go zmarnować.

Dzieci są dla mnie całym światem i nigdy się to nie zmieni. Kochamy miłością bezwarunkową, cokolwiek by się nie działo..



30 komentarzy:

  1. Piekny tekst, szkoda ze facet niepowazny i tak bezmyslnie krzywdzi chlopakow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Racja, jest to bardzo bezmyślne z jego strony :(

      Usuń
  2. Ja nie wiem, jak można tak krzywdzić własne dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  3. " Jeszcze jakiś czas temu byłam na siebie wściekła, że nie wybrałam im lepszego ojca, który by ich nie olewał. Dziś wiem, że to nie moja wina, nie mogę być odpowiedzialna za czyny innych, to nie zależy ode mnie."

    To bardzo mądre słowa. Żebyś mi nigdy, nigdy w nie nie zwątpiła. Jesteś bardzo dzielną i silną kobietą i dzieciaki mają ogromne szczęście, że jesteś ich Mamą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Jak będę wątpić, wrócę do tego postu i komentarzy :)

      Usuń
  4. Aż mi się łza w oku zakrecila. Pięknie napisane. Ważne że mają mądrą mamę. Może tata przejrzy na oczy.
    Mój mąż ma córkę z pierwszego małżeństwa dziś juz 18 letnią. Niestety kiedy jego eks odeszła od niego D. była równie mała jak twoi chłopcy ale niestety mało ze rozbiła rodzinę to dziecka mu nie chciała dawac nawet mała była straszona ojcem przez co się go bała i jąka sie przez to do dZiś. Dopiero jak podrosla zrozumiała wiele rzeczy i woli pogadać i posiedziec z tatą niż z matką. Najwazniejsze to mowic prawdę dzieciom jaka by nie była choć i mi zdarza sie skłamać w dobrej wierze. I nie napuszczac ich na tate bo masz rację ze dzieci potrzebują was obojga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Nie rozumiem, co kieruje matkami, które robią takie rzeczy.. Ja sama walczę (a raczej walczyłam) o to, żeby tata odwiedził swoje dzieci chociaż na chwilę..

      Usuń
  5. moja przyjaciółka jest w podobnej sytuacji, chłopak zrobił dziecko, nie chce jej zostawić ale dzieckiem sie kompletnie nie zajmuje, nie mieszkaja razem, a dziecko ma dopiero 8 miesiecy na razie nie zadaje pytań, potem bedzie jej gorzej tlumaczyc dziecku czemu tata ma je w nosie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przykre jak ojciec olewa swoje dziecko.. Widzę po Starszym jak to przeżywa, Młodszy lepiej to przechodzi, bo od małego był ze mną, ociec raz był, raz go nie było- jest do tego przyzwyczajony.

      Usuń
  6. Dokładnie znasz Marto moją historię. Ojciec Wiki ją odwiedzał,rzadko,na święta ,ale jednak.
    Teraz to wszystko padło, jak za pstryknięciem palca. Alimenty się spóźniają czasem 2 tygodnie, nie był nawet na jej urodziny,nie widziała go od 1 czerwca. Nie dzwoni,nie pyta co u niej.
    Wcześniej pisałam do niego, prosiłam (o ja głupia) by spotkał się z nią (oczywiście nie odpisywał i nie odbierał),nie robiłam tego dla siebie,dla niego -robiłam to dla niej,by czuła ,że ma ojca.
    Niestety..on sam zadecydował,poddałam się. Chociaż nie,nie poddałam,właśnie się podniosłam,nie potrzebuję jego łaski i przymusu bycia z córką.
    Nie chce-niech nie odwiedza,ona już nauczyła się z tym żyć, chociaż często zadaje mi pytania podobne do tych ,które zadaje Twój starszy syn. Czuje się odrzucona,niekochana przez ojca. Ale wie,że cokolwiek by się nie działo to mama jest dla niej otworem,przyjaciółką ,koleżanką i poduszką w którą może się wtulić i wypłakać swobodnie. Wie,że mój mąż zapewni jej lepsze życie niż biologiczny ojciec.

    Trzymaj się dzielnie,bo kto jak nie my-MAMY da radę to znieść? Choć serce się kroi,my to przetrwamy. Wychowamy dzieci na porządnych ludzi. Czeka Cię jeszcze trudna droga,ale zobaczysz,że warto. Nie poddawaj się i pokaż im wszystkim jaka jesteś silna,bo jesteś-ja to wiem :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie to przykre, ale niestety prawdziwe. Dopiero co pozanałam Towjego bloga, przeleciałąm od początku do końca, trafiłam na post z 4 rocznicą ślubu.... a Ty już po rozwodzie... Szokuje mnie dzisiejszy świat i nie wiem co Ci faceci mają w głowach... Nie ważne, damy radę, trzymam za nas - mamy - kciuki! Pozdrawiam, Agnieszka.

      Usuń
    2. Dziękuję. Gosia- wiem, znam. Ja robiłam dokładnie to samo, ale teraz już nie zamierzam. Dobrze, że masz takiego męża, na pewno Wiki to pomoże. Serce matki zawsze sprawia, że co by się nie działo, ona da radę. My jesteśmy na to idealnym przykładem :)
      Agnieszka- rok czasu dojrzewałam do rozwodu, układałam sobie wszystko w głowie, w końcu przyszedł moment, w którym dotknęłam dna i musiałam się od niego odbić- sama. Mamy ZAWSZE dają radę! :)

      Usuń
  7. Ja nie wiem co Ci faceci maja w glowach... Na pewno nie mozgi. Pytam sie... Jak mozna olewac wlasne dzieci? Obiecywac spotkanie i nie dotrzymywac slowa? Dorosly by sie wkurwil a co dopiero takie dziecko.. Bardzo dobrze, ze mowisz im prawde. Arta ja wciaz trzymam za Ciebie kciuki bo wiem, ze dasz rade :-) z wszystkim! A Twoje dzieciaki wyrosna na dobrych ludzi i jeszcze nie raz pokaza temu draniowi gdzie jego miejsce! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, na pewno nie mózgi.. :) Tym sposobem dzieci nie będą już mu ufać, martwię się tylko by nie stracili zaufania do wszystkich w okół.. dlatego mówię im prawdę, by nigdy się na mnie nie zawiedli.
      Dziękuję!

      Usuń
  8. Ehhh. Szkoda słów na "ojca". Za to szacun dla Ciebie Kobieto. Supermenka i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlatego to "facet" częściej okazuje się tym rodzicem, który nie dorósł do swojej roli po stworzeniu dzieci? Nie jestem w stanie tego zrozumieć. . Albo, że z początku to im jeszcze się podoba, z czasem kilka nieprzespanych nocy i mają dość, a otwarcie mówią że chcą więcej dzieci :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może po prostu niektórzy nie są zbyt dojrzali a zbyt egoistyczni.. Matka od razu (przeważnie) oddaje serce dziecku a ojciec.. dalej jest sobą. Mój ex chciał mieć drużynę piłkarską.. mówił o tym wszem i wobec, szkoda tylko, że wszystko było na mojej głowie.. Zrobić dziecko to nie sztuka- sztuką jest je wychować i wyżywić..

      Usuń
    2. To prawda.. zrobić dziecko to nie sztuka. Rozmawiałam ostatnio z koleżanką i jej były nie widział w ogóle drugiego dziecka jak juz się urodziło. . To dopiero tatuś :/

      Usuń
  10. Wiecie dlaczego faceci nie interesuja sie dzieckiem? Bo to kobieta chce dziecko a nie facet. Dlaczego mowia ze chca nastepnego? Bo wtedy maja spokój z marudzaca nazekajaca kobieta. Zajmie sie dzieckiem. Taka jest prawda. Nie kazdy facet tak ma ale w wiwkszosci tak siw dzieje w rodzinach zwiazkach.
    Taka sytuacje widze u siostry. Zrobili sobie 2dziecko a rok wcZesniej mial byc rozwod. Rozwodu nie ma jest ciaza jak narazie. I bedzie mial spokoj bo zajmie sie dzieckiem a nie gledzeniem ze on nie pomaga.
    na szczescie ja mam normalnego faceta ktory sie zajmuje raEm ze mna dzieckiem i widzi jwgo rozwoj i nawet sam go uczy roznych rzeczy. A najwiekszy smiech mnie ogarnia gdy idziemy z malym na placyk patrza sie na niwgo jak na ufo qszystkie mamusie bo ich chlop mecz oglada albo piwo zlopie w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem za takim modelem rodziny jak u Was, razem dziecko stworzyliście, razem się zajmujecie i wychowujecie. To jest piękne, takie normalne. Pozostaje mi pogratulować :)

      Usuń
  11. Najważniejsze , że chłopcy mają tak wspaniałą mamę . Jesteś wielka i dasz sobie radę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. smutne to.. że Chłopaki mają tak niepoważnego tatę. Szkoda, że tata nie zdaje sobie sprawy jak dzieci na niego czekają... Ale najważniejsze, że Chłopcy mają fantastyczną mamę :) Pozdrawiam,
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Tak, niestety nie zdaje sobie z tego sprawy. Mam nadzieję, że przejrzy na oczy zanim będzie za późno..
      Pozdrawiam.

      Usuń
  13. Kochana, ja Cię nie potrafię pocieszyć i nie umiem wymyślić recepty na dziecięce szczęście... Ale mogę Cię zapewnić, że Twoje dzieci sobie poradzą. Mają kochającą matkę, która zna ich potrzeby i obdarza je nie tylko codzienna opieką, ale też bezgraniczną miłością. Pamiętaj, że im starsze będą Twoje dzieci, tym więcej będą rozumieć i tym szybciej zaakceptują sytuację rodzinną. Warunek jest jeden - szczerość. Ja byłam w podobnej sytuacji. Kiedy Mały Mysz skończył 9 miesięcy, mój związek się rozpadł. Jego ojciec pamiętał o nim przez trzy kolejne miesiące... Teraz Mały Mysz ma ponad 6 lat i jest pierwszoklasistą. Ma Pana Mysza, którego szczerze kocha i do którego mówi "tato" pomimo świadomości, że jego prawdziwy tata ma inne imię, inny adres i inne priorytety w życiu... Droga do takiego stanu była bardzo długa i bardzo trudna, ale razem daliśmy sobie radę... właśnie dzięki szczerości. Matki często chcą chronić dzieci przed cierpieniem i nie mówią im o rodzinnych kłopotach a to ogromny błąd, bo przeszkody na drodze dziecka w jego dorosłość kształtują jego charakter tak samo jak momenty szczęśliwe. Ja pokazywałam Małemu Myszowi zdjęcia jego prawdziwego ojca, opowiadałam jaki wykonuje zawód, gdzie teraz jest, dlaczego go z nami nie ma... Mówiłam o tym, że są dzieci posiadające obu rodziców, ale że są też dzieci w sierocińcach, dzieci wychowywane przez rodziców adopcyjnych albo zastępczych, dzieci mieszkające z dziadkami, itd. Nigdy nie odpowiadałam na pytanie "Kiedy przyjdzie tata?", ponieważ ojciec obiecywał spotkanie i się nie pojawiał. Jego wizyta w naszym domu dla mnie była zaplanowana, ale dla Mysza zawsze jest przyjemną niespodzianką. Dzięki temu jego ojciec (pomimo tego, że nie ma go z Myszem fizycznie) zawsze jest obecny w jego życiu. Oczywiście mój synek przepłakał wiele dni i nocy. Pytał, czy tata go kocha i dlaczego nie chce się z nim bawić... Odpowiadałam mu wtedy, że tata kocha go mocno jak mama, że z pewnością uwielbia spędzać z nim czas, ale nie wiem, dlaczego do niego nie przychodzi i może zapytać o to tatę, kiedy się zjawi... Takie tłumaczenie dziecku aktualnej sytuacji, przytulanie, całowanie i bawienie się z mamą z czasem coraz lepiej pomagało. Im starszy był więc Mysz, tym więcej rozumiał i tym łatwiej godził się z zastaną sytuacją... a może po prostu przyzwyczajał. Bo oprócz ojca ma też mamę, przybranego tatę, dziadka, babcię, ciocię... Życzę Ci dużo cierpliwości, wytrwałości i siły. Niech się Wam życie ułoży jak najpiękniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję za ten komentarz!
      Dzieci zadają tak proste a zarazem skomplikowane pytania, że jak Starszy przychodzi do mnie i mówi: "Mamusiu, mam pytanie", to ja już jestem blada, bo nie wiem o co zapyta i co mu odpowiedzieć. Szczerze mówię mu wszystko, ale boję się, żeby nie popełnić jakiegoś błędu, czegoś źle nie powiedzieć, żeby mnie dobrze zrozumiał. Ciężko jest, ale wydaje mi się, że zmierzamy w dobrą stronę.
      Jesteś dla mnie kolejnym przykładem, że można wszystko :)
      Dziękuję :*

      Usuń
    2. Z roku na rok będzie tylko lepiej... Mocno trzymam za Was kciuki! :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się zaglądać do wszystkich, którzy zostawią u mnie ślad. Do zobaczenia.