Navigation Menu

"Bo Cię zabiorę"- sposób na głośne dziecko?

Dzieci są głośne. Nie słuchają się rodziców, krzyczą, biegają, skaczą, protestują wyrażając swoje zdanie, chcą tego czego w danym momencie nie mogą otrzymać, buntują się. Zwłaszcza na zakupach.
Znam to. Moje też takie są, w szczególności Starszy, Młodszy siedzi w wózku i wystarczy z nim rozmawiać, wtedy jest spokojny. Mój pierworodny ZAWSZE, w KAŻDYM sklepie chce, żebym mu coś kupiła. Kiedy się na to nie zgadzam, niekiedy wpada w histerię. Czasem mu się zdarza, na szczęście co raz rzadziej. Przeważnie sto a może i dwieście razy pyta, czy mu kupię to, co sobie wypatrzył. Później pyta dlaczego nie. 

Odpowiadam, że to jest drogie, że nie mamy tyle pieniążków, że nie warto kupować małego samochodu w każdym sklepie, bo lepiej odłożyć do skarbonki i za jakiś czas iść do sklepu po coś większego, że w domu czeka na niego pełno stęsknionych za nim aut, że nie ma sensu kupować kolejnego zestawu kredek, bo nie mieszczą się już w pudełku, że różowa bluzka ze Świnką Peppą w rozmiarze 62 nie będzie na niego pasować, że nie kupię mu prezerwatyw, bo to wcale nie są cukierki (kto wymyślił kondomy czy kasach?!) itd...

Bywa tak, że Starszy od razu słucha i nie chce nic więcej, niestety zdarzają się takie sytuacje, że dopatrzy się innej rzeczy i znów pyta... a ja znów odpowiadam... i tak w kółko.
Ostatnio skapitulowałam i popełniłam kolejny błąd wychowawczy (często to robię, taką jestem idealnie nieidealną matką). Byliśmy na poczcie, kolejka do drzwi, staliśmy długo, za długo. Dużo ciekawych rzeczy do kupienia, dużo osób czekających do okienka... Starszy chciał wszystko na raz, potem po kolei, pytał a ja odpowiadałam: "Nie, bo....", po pierdyliardzie: "Mamooooo, a kupisz mi ..." oraz moim : "Nie, bo..." najzwyczajniej się zapomniałam i odparłam: "Nie, bo nie". Wiem, że tak się nie odpowiada. Dziecko też to wie, więc szybko usłyszałam od mojego 3 i pół latka: "Nie, bo nie to nie jest odpowiedź, kupisz miiiiii?".

Oczywiście bez pomocy trzecich osób nie mogłabym się obyć, (potrzeba mi sztabu ludzi, szkoda, iż więcej się nie zgłosiło, wykorzystałabym do sprzątania w domu). Od razu ze dwie osoby skomentowały, że powinien "w dupę" dostać- za takie pyskowanie. Zamurowało mnie. Jednak na moje pytania: "W czym ten klaps miałby niby pomóc i dlaczego nakazują mi Panie bić moje dziecko?" nie umiały zbytnio odpowiedzieć. Ot: "dziecko nie może rodzicom pyskować". 

Ale to jest MOJE dziecko i może zadawać pytania. Nawet jak nie mam siły na nie odpowiadać. Może pytać, a nawet powinno!
Po kolejnych kilku minutach Starszy zaczął się nudzić. Dostał ode mnie kartkę, ołówek- zaczęliśmy rysować, jednak wolał ten długopis, który jest dostępny dla wszystkich- na stoliku. Dobre kilka razy prosiłam go, żeby przestał ciągnąć ten kabelek, bo zepsuje. Najpierw ja dostałam burę od starszej pani- że dziecko ograniczam (?). Potem zaczęły się pytania do Starszego:
"Chcesz ze mną iść? Jesteś niegrzeczny, zabiorę Cię. Jak nie będziesz słuchał mamy to przyjdzie po Ciebie baba Jaga albo dziad i zobaczysz!".
Nosz kurwa mać. 

Starszy to bardzo żywe dziecko... a może ja sobie po prostu nie radzę i nie umiem sprawić, by siedział przez chwilę w jednym miejscu. Jedno z dwóch ;)
Jest też towarzyski, więc kiedy ktoś się go pyta: "Chcesz iść ze mną?" to jest oczywiste, że chce. Sytuacja komplikuje się, gdy dana osoba jednak go nie chce zabrać. Wtedy jest żal, ale wcale się nie dziwię. Też byłoby mi przykro.

Najczęściej starsze osoby są bardzo zdziwione, że Starszy tak chętnie chce iść. Ja wciąż powtarzam: "Proszę mu tak mówić, bo będzie płakał jak nie pójdzie". Co zabawne (albo żałosne bardziej) przeważnie słyszę: "Ja go chciałem/am tylko nastraszyć, żeby się słuchał". 

Jakim, do ciężkiej cholery prawem ktoś obcy straszy MOJE dziecko?! To mojemu synowi później się śnią koszmary, przez to boi się ciemności i nie chce sam spać.
Tak mnie to denerwuje, tym bardziej, że dzieje się to praktycznie codziennie od jakiegoś czasu. 
Nie wiem, czy chodzę w złe miejsca z dziećmi, czy po prostu trafiam na takie bezmyślne osoby.
Mówię każdemu to samo, wszyscy są bardzo oburzeni. No tak, jestem wyszczekana, niewychowana i nie dam sobie nic powiedzieć. 
Nie, nie dam sobie wmówić, że trzeba dzieci straszyć, albo bić, żeby się słuchały.
Kilka dni temu usłyszałam nawet tekst: "Jak się nie będziesz słuchać mamy to po powrocie do domu zamknie Cię w piwnicy", ta pewnie, od razu. Zwłaszcza, że sama się boję tam wchodzić. Na pewno zostawiłabym dziecko w ciemnej piwnicy ze szczurami. Głupia baba. Starszy tak się wystraszył, że nie chciał później do klatki wejść, bo wierzył w to, co pani powiedziała.

I według starszego pokolenia to jest dobra metoda: dziecko wystraszyć, pogrozić i mamie będzie lżej, bo przecież maluch się od razu posłucha. Czy to tak ciężko zrozumieć, że nie słucha, ale się boi?!
Gdybym ja takiej starszej pani powiedziała, że będę na nią czekać za rogiem a potem wywiozę do lasu- to według prawa byłaby to groźba karalna.
Przepraszam bardzo, jeżeli ona mówi mojemu 3,5 rocznemu dziecku, że jak będzie niegrzeczny przyjdzie po niego Baba Jaga, to chyba też groźba karalna, tak? Baba Jaga również zabierała dzieci do lasu. Mało tego, chciała je zjeść!

Straszenie nie jest dobrym sposobem na żywe dziecko. Wręcz przeciwnie. Sprawia, że maluch zaczyna się bać, mieć stany lękowe, złe sny. 

Nie narzekam na Starszego, że jest niegrzeczny, czy nieznośny (choć trochę daje czadu :)), ale na wszystkie osoby trzecie, które udzielają mi co krok "dobrych rad", którym to ja zwracam uwagę.. i których jest coraz więcej.. niestety. Może powinnam poobklejać cały wózek w naklejki z napisami: "Nie groź mi", "Nie strasz", "Nigdzie z Tobą nie pójdę".

DZIECI się NIE straszy. 
I będę to powtarzać każdemu, kto będzie próbował.



10 komentarzy:

  1. Kochana, bądź asertywna w takich sytuacjach, może zdanie: "Proszę nie straszyć mojego dziecka i nie komentować. To są nasze sprawy" zamknie usta "życzliwym"? Ja tak robię, dziecko musi czuć wsparcie, nawet jeśli dokazuje. A co sobie druga strona pomyśli - jej problem:). A w domu można sobie wszystko wyjaśnić. Poza tym mam wrażenie, że starsze pokolenie jest po prostu uczulone na dzieci i nie ma żadnych zahamowań, jeśli chodzi o zwracanie uwagi innym. Pozdrawiam was ciepło. Trzymajcie się :))))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też uważam, że strachem nic się nie załatwi, a może potem wyjsc z tego jakaś trauma.

    OdpowiedzUsuń
  3. A myślałam, że tylko moje dziecko nie potrafi usiedzieć 5 minut na miejscu, że tylko mój syn potrafi odpyskować do mnie nawet przy ludziach. Nie zdarzyła mi się sytuacja by ktoś bi straszył dziecko ale kiedyś jedna "baba" zwróciła uwagę że mam źle wychowane dziecko bo rozdarł się na cały głos w sklepie a ona tak bardzo się przestraszyła...

    OdpowiedzUsuń
  4. też bym "odszczekiwała" takim życzliwym osobom,albo zrobiła jak oni - skoro straszą ci dziecko ty postrasz,że będziesz się czaić za rogiem, i to z dość poważną miną :D jestem ciekawa jak zareagują

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja mała jak słyszy 'baba idzie' to jeszcze bardziej broi także ze straszenia nici, wybawi się i będzie cicho :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ingerencja osób trzecich , i to na dodatek obcych jest dla mnie niepojęta . Bo nie wiem jak można się wtrącać komuś w to co robi . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. no masakra, a mówią to zapewne głównie babcie, które wychowują wnuków najgorzej jak się da. Mam taką ciotkę, która krytykuje wszystkie dzieci, że debile, że płytkie, że bandyci, a sama tak wychowuje wnuczkę, że jak mała do mnie przychodzi to później mieszkanie wygląda jakby przeszło tornado i w ogóle się nie słucha. Niestety różni są ludzie, powyższa ciotka była sekretarką jeszcze 10 lat temu i krytykowała również wszystkich uczniów, że nieinteligentni, że narkomani, idioci, nic z nich nie będzie, że ze złej rodziny. Wszyscy wg niej marginesi pokończyli studia czy pozakładali rodziny, w każdym razie świetnie sobie radzą. Ale ona wie lepiej, warto dodać, że to największa ,,katoliczka" w całym mieście, która nie odpuści żadnych oaz itd :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Taaa... A myślałam, że tylko ja zawsze trafiam na takie "życzliwe" osoby :) O ile obcej babie jestem w stanie odpysknąć, że to nie jej zakichany interes (ba! ostatnio nawet Zu takiej mądrej odpowiedziała, że na jej miejscu by nie zaczepiała obcych dzieci, bo ona zna numer na policję i oni przyjadą i z nią porządek zrobią) o tyle w przypadku rodziny ręce opadają... Ileż to razy tłumaczyłam ciotkom, babciom, że maja nie serwować jej takich tekstów jak była młodsza chyba nie zliczę. Normalnie jak grochem o ścianę :/ Na szczęście teraz Zu potrafi sama ich zgasić ;)

    P.S. Jak znajdziesz chwilę w sajgonie okołochorobowym to czeka na Ciebie zabawa w alfabet u mnie ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawy wpis. Rzeczywiście niektórzy ludzie są bez pojęcia. A ich proste myślenie poraża. Tak ciężko im się zastanowić jaki skutek może odnieść to co mówią do dzieci. Niestety, ale trzeba mieć świadomość wychowawczą a dopiero potem oczekiwać, że dzieci a później młodzież będą dobrze wychowane. Dobrze, że chociaż sobie radzisz w takich sytuacjach ale to naprawdę bulwersujące jaki tupet mają obcy ludzie. Oby jak najmniej takich "życzliwych pomocników" w wychowaniu Twoich dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bezmyślność ludzi nie zna granic. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak obdarzać dzieci bezgraniczną miłością i dzieci słuchać, i odpowiadać, i tłumaczyć... Przekląć w myślach kilka razy, wziąć kilka wdechów.... I znowu dziecko słuchać, i odpowiadać, i tłumaczyć... A starymi babami bez jakiejkolwiek wiedzy na temat wychowywania dzieci albo wpływu dorosłych na ich psychikę? Odpyskować! Tylko kulturalnie, żeby nasze maluchy nie przejmowały po rodzicach złych nawyków :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się zaglądać do wszystkich, którzy zostawią u mnie ślad. Do zobaczenia.