Navigation Menu

List do...

Kochana samotna matko!

Dawno nie rozmawiałyśmy, tak bardzo mi z tym źle. Co u Ciebie? Jak się trzymasz?
Ja się pogubiłam. To już kilka miesięcy po rozwodzie, 10 miesięcy odkąd mieszkam sama z dziećmi.. a nie przepraszam, od ponad 7 miesięcy mieszkam z babcią, którą też się opiekuję. Czuję się jakbym mieszkała z trójką dzieci. Pamiętasz jak się denerwowałam, kiedy mówiłaś, że jesteśmy samotnymi matkami a ja podkreślałam: „samodzielnymi”? Już tego nie robię. Nie czuję się samodzielna. Grudzień jest 4 miesiącem, w którym dzieci nie dostają alimentów, gwoli ścisłości dostały je tylko raz: w sierpniu. Dobrze wiesz jakie potrzeby mają i ile to wszystko kosztuje. Pytasz, czemu nie czuję się samodzielna? Jestem na wychowawczym, nie mogę wrócić do pracy (złe godziny), ciężko znaleźć nowy etat, przez wymóg dyspozycyjności odpadam na starcie. Rachunki trzeba opłacać, jedzenie kupować.. ostatni miesiąc przeszłam ciężko, ponieważ byłam częstym gościem w aptece. Co tu dużo mówić, gdyby nie moi rodzice nie dałabym rady. Pomagają.

Ludzie patrzą na mnie z boku i dziwią się, że sobie radzę. Wiem, że nie mogę się poddawać ze względu na dzieci. Mają tylko mnie a ja ich. Ale... nie daję rady, jest mi cholernie ciężko kiedy Starszy mnie woła, żeby poczytać mu bajkę a ja w tym samym czasie przebieram Młodszego, albo kiedy Młodszy biega za mną, żeby zrobić mu picie a ja pomagam babci. Codziennie zastanawiam się dlaczego mam tylko 2 ręce, przydałby się jeszcze jeden komplet. Ciągle ktoś musi czekać, być może uczą się w ten sposób cierpliwości, ale nie chcę wciąż być tą zajętą mamą, która nie ma czasu dla swoich dzieci. Wydawało mi się, że za mało poświęcam im uwagi, próbowałam to zmienić, dlatego tak zaniedbałam swoje potrzeby i bloga. Nic to nie dało, Starszy wciąż chce zwrócić na siebie całą moją uwagę, przez co ciągle coś psuje. Mówię Ci, istna demolka. Nie daję rady, często krzyczę, wiem, że nie powinnam. Ale co robić, gdy idę na minutę do toalety a dzieci rozbiegają się i Młodszy bawi się kurkami od kuchenki a Starszy w drugim końcu mieszkania otwiera okno? Jest mi ciężko, stale muszę być do ich dyspozycji, nasłuchiwać, pilnować...
Najgorsze są wyrzuty sumienia, miewam je bardzo często. Źle się czuję, gdy widzę, że dzieci „dają czadu” a muszę je zostawić z moją mamą. Nie chcę prosić zbyt często o pomoc w opiece nad chłopcami, dlatego też wieczory czy weekendy spędzam w domu. 
Ojciec biologiczny nie odwiedza chłopców, ale z tego akurat się cieszę, nie miesza im w głowie. Mamy spokój.
Oczywiście, że się boję niewygodnych, trudnych pytań... Już się zaczęły jakiś czas temu, teraz mam od nich przerwę, ale wiem, że się pojawią. Jednego jestem pewna: nie będę ich okłamywać.
Jest kilka rzeczy, które naprawdę mnie wkurzają, może podpowiesz mi jak Ty sobie z nimi radzisz?
M.in. chodzi mi o innych rodziców. Żalą mi się, że nie mają pieniędzy, że dochody zbyt niskie (bo co to jest 3000 zł na 3- 4 osoby), NIGDY nie mają kasy, ZAWSZE narzekają. Powiem Ci, że psują mi tym humor i dobijają jeszcze gorzej. Za każdym razem słyszę, że rachunki takie wysokie, jedzenie drogie, o zabawkach i ubraniach nie wspominając. Jak to jest, że ja mogę przeżyć za grosze, moje dzieci mogą obyć się bez zabawek z górnej półki a ich dzieci są tak drogie w utrzymaniu? Jest jeszcze jedna kwestia... oni są w stałych związkach, mają partnerów i 2 wypłaty, ja utrzymuję się z jednej (jeżeli w ogóle można to nazwać pensją). Kobiety mają mężczyznę w domu do pomocy, ten  z kolei- zawsze ugotowany, ciepły obiad. Kiedy jedno bawi się z dziećmi, drugie sprząta po obiedzie. U mnie jest inaczej: kiedy bawię się z dziećmi, naczynia muszę umyć wieczorem... Coś kosztem czegoś.
Pamiętam jak mówiłaś mi o ojcach, których widujesz na boisku w każdy weekend. Już wiem, co miałaś wtedy na myśli. W zeszły weekend szliśmy przed południem na spacer, przechodziliśmy koło boiska, na którym byli sami tatusiowie ze swoimi pociechami. ŻADNEJ matki, ani jednej. Nie wytrzymałam, poryczałam się. Widok samych ojców z dziećmi spowodował lawinę myśli..
Moi chłopcy nie mogą bawić się z tatą, grać z nim w piłkę w niedzielę rano na boisku jak inne maluchy. Ojciec nie będzie ich uczył zasad „spalonego” czy jazdy na pierwszym rowerze na dwóch kółkach. W późniejszych latach nie będzie pomagał w nauce tabliczki mnożenia, nie pokaże im co kryje się pod maską samochodu, nie wyjaśni co to jest erekcja. Wszystko spoczywa na moich barkach, boję się, że nie udźwignę tego, że nawalę, że nie dam rady. Czasem mam ciężkie chwile i ryczę po nocach z bezsilności w poduszkę, żeby dzieci się tylko nie obudziły. Już dosyć się naoglądały moich łez, już wystarczy. Bardzo chciałabym im zapewnić szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo, ale z każdej strony napotykam ograniczenia...

Przyznam Ci się do czegoś... Ponad 2 lata temu chciałam zrobić coś okropnego, nigdy sobie nie wybaczę tych myśli. Tak. Najstraszniejsze słowo świata: aborcja. Kiedy zaszłam w drugą ciążę, w moim małżeństwie nie układało się, gdzieś tam myślałam o rozwodzie, jednak chyba nie byłam gotowa. W dodatku zaczęłam nową pracę, Starszy czekał w kolejce do żłobka. Wszystko zaczynało się jako tako układać. I nagle bach: dwie kreski. Rozwodu nie było, za to przyszła depresja. Z perspektywy czasu cieszę się, że udało mi się wyjść na prostą i nie doszło do żadnej tragedii. Byłam sama podczas pierwszego usg, wizyt kontrolnych, kompletowania wyprawki, czy też później po porodzie. Nie byłam w stanie nawet wybrać imienia dla dziecka. Tak, właśnie ja.. Ta, która zawsze ma ostatnie zdanie, która zawsze sama o wszystkim decyduje... Nie do pomyślenia, prawda?
Przecież wiesz, że jestem przeciwniczką aborcji, ja też to wiem, ale wtedy.. myślenie się gdzieś wyłączyło. Tak bardzo dziękuję Bogu, że tego nie zrobiłam, że nie zabiłam swojego dziecka. I sama nie wiem, dlaczego w ogóle przyszło mi to wtedy do głowy. Już w tamtym czasie przeczuwałam, że zostanę z dziećmi sama, może to dlatego. Nie wiem, nie usprawiedliwiam się.
Dziś cieszę się, że dane mi było urodzić Młodszego, jest on moim drugim cudem. Dzięki temu mam dwóch synów, którzy kiedyś będą mieli siebie. Mam nadzieję, że już zawsze będą tak za sobą jak teraz.

Widzisz, moje życie nie jest usłane różami- jak Twoje, wciąż pojawiają się kręte ścieżki i góry, pod które musimy iść.
Życzę nam obu, by przyszedł czas, w którym będziemy naprawdę szczęśliwe, spokojne o jutro, stabilne finansowo i gotowe na realizację siebie. Musimy pamiętać o naszej największej motywacji- dzieciach. Musimy się spiąć i dać radę, przecież nikt tego za nas nie zrobi.
Mam do Ciebie prośbę.. w momentach, w których rozsypuję się na kawałki i gubię, wstrząśnij mną, kopnij w tyłek i złóż do kupy. Czasem potrzebuję obiektywnego spojrzenia na to, co robię, czy też kubła zimnej wody na łeb. Niekiedy muszę się wypłakać, nie zostawiaj mnie wtedy samej. Nie pytaj o nic, bo czasem nie znam odpowiedzi nawet na najprostsze pytanie. Pomilczmy razem.

Bądź przy mnie.
Marta.

Post powstał w ramach projektu: "Grudzień w słowach".




25 komentarzy:

  1. Poruszający list, bardzo Cię podziwiam jesteś silną kobietą i pamiętaj o tym że Twoje dzieci mają tylko Ciebie (oczywiście są też dziadkowie ale to nie to samo) życzę Ci samych sukcesów i co ważne znalezienia kochającego ojca dla swoich pociech pamiętaj przez jednego faceta nie wrzucaj wszystkich do jednego worka na świecie jest wielu mężczyzn którzy rozumieją rozwód i samotną matkę i warto im dać szansę na odnalezienie prawdziwej miłości i stworzenie domu w którym będzie kompletna rodzina życzę Ci tego z całego serca. Jesteś dzielną kobietą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za słowa otuchy :) Na kolejny związek nie jestem jeszcze gotowa. W szczególności na to by zaufać i się otworzyć. Poza tym ciężko znaleźć kogoś kto za nami nadąży :)

      Usuń
  2. Ze ściśniętym gardłem czytałam Twój list. Jestem z Tobą, z Wami całym sercem, wierzę, ze sobie poradzicie, choć to niewyobrażalnie trudne. Pozdrawiam i trzymam kciuki za tę codzienną walkę. Wierzę, że wygrasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Bezbłędnie to ujęłaś, to jest codzienna walka. Walka z emocjami, z trudnościami, problemami.. Wciąż toczę jakąś bitwę. Wychodzi mi coraz lepiej ;)

      Usuń
  3. aż mi łzy pociekły. Martunia słońce dasz sobie radę! Musisz dać, dla Siebie, dla swoich wspaniałych synów ! :* Zobaczysz po burzy zawsze przychodzi słońce, nawet jeżeli trzeba na nie czekać miesiącami ! Trzymam za Ciebie kciuki ! I jeżeli będziesz miała chwile zwątpienia, czy po prostu będziesz chciała się wygadać - wal śmiało !!:*** Buźka

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo osobisty i poruszający list. Ci którzy zazwyczaj narzekają, że mają 'tylko' 3 tysiące nie doświadczyli problemów. Nie zamierzam nikogo oceniać, ale tak niestety jest najgłośniej płaczą ci, którzy mają a narzekają a ci którzy faktycznie mają ciężką sytuację zaciskają zęby i płaczą w samotności. Twoi synowie jak podrosną docenią jaką mają mamę, jak wiele robiła, żeby było im dobrze. Trzymam kciuki, że twoja sytuacja się polepszyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie na takich ludzi wciąż trafiam, którzy narzekają, nie doceniając tego, co mają.
      Dziękuję.

      Usuń
  5. Twój list jest bardzo osobisty podziwiam Cię za odwagę że go opublikowałaś ja bym nie umiała! Trzymam za Was kciuki.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Owszem, jest osobisty, ale wyjaśnia wiele spraw, o których nie mówię na co dzień a temat "wisi" w powietrzu podczas rozmów z niektórymi. Poza oczyszczeniem atmosfery, oczyściłam również swoje myśli. Polecam pisanie tego typu osobistych listów, nawet bez publikacji. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Również polecam, pisanie takich listów do siebie to świetna terapia. List jest bardzo poruszający.

      Usuń
  6. Wzruszyłam się czytając te słowa i nie rozumiem ludzi, który nie wystarcza 3000 zł na życie, niech się zamienią z kimś kto ma 1000 zl i zobaczą jak to jest. Swoją drogą jesteś dzielna a synowie to docenią ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Niektórzy chcą żyć na "bogato", wtedy nawet 3000 zł jest małą kwotą. Mnie denerwuje to, że tacy ludzie z wieeeelkimi potrzebami rozmawiając ze mną mówią mi, że im jest ciężko. Ba, potrafią nawet uświadamiać mnie ile kosztuje dziecko, zapominają przy tym, że sama mam dwójkę.

      Usuń
  7. Bardzo, bardzo mi przykro... Jesteś niezwykle silna, dzielna, ale wiem, że to nie są niewyczerpane pokłady. Z całego serca Ci życzę, żebyś miała tych sił na tyle dużo, by wystarczyły do tego czasu, gdy przyjdą lepsze dni. Wierzę, że przyjdą i z całego serca Ci tego życzę.
    P.S Co to za ojciec, dla którego byt dzieci jest nieistotny. Dla mnie to jest niepojęte, że można nie przelewać alimentów. To jego krew, jego szczęście, oj może kiedyś tego ignoranctwa i braku serca gorzko pożałować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Masz rację, moje pokłady cierpliwości zaczynają się wyczerpywać i najzwyczajniej w świecie nie mam czasem siły.
      Ojcem był świetnym, ale do czasu.. niestety Młodszy tego ojcostwa nie zaznał..

      Usuń
  8. Dasz sobie radę i wychowasz dzieci porządnie. Zobaczysz, że w przyszłości będą Cię jeszcze bardziej kochać i szanować jak będą świadome co dla nich robiłaś. Kobiety są silne ale też potrzebują czułości i wsparcia dlatego przesyłam Ci dużo pozytywnej energii mimo, że nie znamy się osobiście. Twój list bardzo mnie poruszył i widzę, że nie tylko mnie, więc jak sama widzisz, jeśli nie masz w sparcia w realu to tutaj dużo osób życzy Ci wszystkiego dobrego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Mam wsparcie w realu i jestem zaskoczona reakcją na ten post. Szczerze i bardzo miło.

      Usuń
  9. Nominowałyśmy Cię do Liebster Blog Awards, mam nadzieję, że weźmiesz udział w zabawie i będziesz się przy tym dobrze bawić :) http://julkiimy.blogspot.com/2014/12/nominacja-liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Dawno mnie u ciebie nie było, a tu takie zmiany! Zmiany na lepsze na pewno :)
    List piękny i trafiający prosto w serce, a zarazem bardzo smutny. Mam nadzieję, że grudzień będzie dużo łaskawszy :*
    Pozdrowienia dla synków. Dasz sobie radę! Pozdrawiam, Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aguś :* Już jest lepiej, mam nadzieję, że do końca roku choć trochę się wyjaśni i unormuje :)

      Usuń
  11. Wchodzę na Twojego bloga po raz pierwszy i... przeczytałam ten list. Wolałabym sobie nie wyobrażać, ile Ciebie to kosztuje, bo wolałabym, żeby nikt nigdy nie musiał być w takiej sytuacji. Jest bardzo trudna. Ale myślę, że jeśli to Cię nie złamało, nawet jeśli czasem krzyczysz, jak bardzo masz dość - nie złamie Cię nic. Nawet jeśli ciągle jest Ci ciężko, to robisz wszystko, co możesz, by dzieci miały lepiej. Trzymam za Ciebie mocno kciuki i mam nadzieję, że siły wyższe niedługo Ci pomogą, zsyłając pomocnika, lub inną pomoc...
    Pozdrów dzieciaki. I babcię. A Ciebie mocno tulę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siła wyższa czuwa nad nami i pomaga :) Dziękuję Ci za ten komentarz! I nikomu nie życzę, by w takiej sytuacji się znalazł..
      Pozdrawiam.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się zaglądać do wszystkich, którzy zostawią u mnie ślad. Do zobaczenia.