Navigation Menu

Ludzie! Co z Wami?! Święta po polsku.



W sobotę widziałam mężczyznę. Szedł z dwiema córeczkami, ze święconką. W drugiej ręce trzymał butelkę wódki.
Dziewczynki chciały coś mu powiedzieć, czy zapytać. Warczał tylko przez zęby: „Nie mam czasu. Idziemy do domu!”. Dla mnie wyglądało to tak, jakby chciał się tej swojej wódki jak najszybciej napić...

Święta. Radosne dni, wolne od pracy, czas dla rodziny. Naprawdę?

Niedziela i poniedziałek. 2 dni niepracujące. Ludzie już tydzień przed świętami zaczynają robić zakupy. W piątek i sobotę dostają bzika. Kupują wszystko, co tylko może się przydać. Co to będzie kiedy w niedzielę wielkanocną zabraknie gąbek do zmywania?! Trzeba koniecznie iść do sklepu.

Najczęściej w pierwszy dzień świąt okazuje się, że zapomnieliśmy kupić coś bardzo ważnego. Co robimy? Piszemy na wszystkich możliwych fejsbukowych grupach: „sklep otwarty w święta”, „co jest dziś otwarte?”, „gdzie kupię chleb do żurku?!”.
Na szczęście Żabki, Małpki itp. przychodzą z pomocą. Żabka naprzeciwko mojego bloku była otwarta od 12. Przygotowując śniadanie widziałam 'pielgrzymki' ludzi. Od 10...

Sprzątaczki, sprzedawcy, ochroniarze, kasjerzy- są ludźmi. Większość z nich ma swoje rodziny. Czas świąteczny chcieliby spędzić właśnie w ich gronie, nie w pracy. Odpuście. Dwa dni wolnego nie są tragedią. Przeżyjecie bez wizyty w sklepie. Wystarczy, że stacje benzynowe są otwarte.

Co najczęściej kupujemy przed świętami?

Słodycze, pieczywo, alkohol.
Pracowałam kilka lat temu w sklepie spożywczym, w którym był też alkohol oraz duże stoisko z pieczywem. W każdą sobotę miałyśmy 'młyn' właśnie na pieczywie. Niedziela była dniem wolnym. Kiedy zbliżały się święta, ludzie dostawali 'szajby'. Zamówienia na chleb i ciasto już kilka tygodni wcześniej... Kolejki w dzień poprzedzający wolne były bardzo długie, prowadziły aż na zewnątrz sklepu. Przez 3-4 godziny non stop obsługiwałyśmy. Przeważnie był problem, aby dołożyć towar.
Alkohol na szczęście był droższy niż w supermarketach. Tylko dlatego ludzie nie wynosili go zgrzewkami.

Nie ma co ukrywać, sklepy zawsze przed świętami zaopatrują się w dużo większą ilość alkoholu.
W sobotę byłam w żabce. Gdybym chciała przejechać między alejkami z wózkiem- miałabym wielki problem. Wszędzie stały palety z piwem. Sprzedawczyni śmiała się, że zrobili zapasy na święta. Miała nadzieję, że wystarczające. Jeśli coś jest dostępne w tak dużych ilościach to znaczy, że jest na to duży popyt.

Bardzo dużo osób traktuje święta jako okazję do wypicia. W końcu większość ludzi ma wolne, następnego dnia nie trzeba iść do pracy, można spokojnie wyleczyć kaca.
Żal mi wszystkich, którzy tak myślą.


Przed świętami planujemy zakupy. Bardzo często znajduje się wśród nich wódka. Duże ilości. Nie można kupić sobie butelki wina? Nie, nie na głowę. Mam na myśli symboliczną lampkę do obiadu. 
Oczywiście, że nie można. Trzeba się ostro najebać, w końcu to są święta. Musisz sobie polaku kupić minimum pół litra na osobę i przynajmniej czteropak do tego. 

Jak już kupisz zrób zdjęcie i wrzuć na fejsa. Pochwal się jak spędzasz Wielkanoc. Taki jesteś zajebisty.
Cała reszta- jak ja, nie umie świętować. Co ja w ogóle mogę o świętach wiedzieć. Okien dla Jezusa nie umyłam, w alkohol się nie zaopatrzyłam, dziś rano nie miałam kaca. Do dupy takie święta.

Przepraszam, jestem jeszcze gorsza. Młodszy ma w tym tygodniu urodziny. Wczoraj już je świętowaliśmy. Był tort, nie było nawet szampana. Spieprzyłam dziecku jego święto. Nawet wina na stole nie postawiłam. Należę do tych osób, które nie kupują na uroczystości dzieci nawet Pikolo.

Denerwuje mnie wszechobecny alkoholizm. To, że puste butelki walają się na boiskach i placach zabaw. To, że w środku nocy ktoś nietrzeźwy śpiewa na pół osiedla. To, że pijana sąsiadka prawie rozwaliła mi drzwi wczorajszej nocy, dywanem (!) zahaczając o klamkę.
Najbardziej jednak wkurwia mnie to, że jako osoba rzadko pijąca - czasem odstaję od reszty. W końcu nie każdy rozumie zdanie: "Nie piję". Kiedy chcę- sięgnę po szklankę piwa, czy lampkę wina. Kiedy chcę. Nie przy każdym spotkaniu. Najgorsze było namawianie, by wypić "na trawienie", gdy byłam w ciąży.
Kobiety w ciąży nie mogą pić alkoholu! Koniec kropka. Więcej pisałam o tym Tutaj.

Wszystko jest dla ludzi, ale bez przesady. Normalną rzeczą jest wypić sobie coś od czasu do czasu. Nienormalne staje się to wtedy, gdy chwalisz się na prawo i lewo, jakie ilości spożywałeś lub planując zakupy na pierwszej pozycji wpisujesz wódkę.



Najpierw sprzątanie, gotowanie. Potem obowiązkowe, wielkie zakupy. Później wypija się morze alkoholu. W "międzyczasie" szuka otwartych sklepów, galerii i narzeka, że wszystko zamknięte.

Takie święta po polsku. 







Post powstał w ramach projektu: "Kwiecień w słowach" u Różowej Klary. "Świątecznie"...

7 komentarzy:

  1. No i potem jadą tacy wpółtrzeźwi/wpółpijani kierowcy do domu po świętach i się dziwią, skąd tyle wypadków... U mnie w rodzinie nie ma zwyczaju picia alkoholu w święta - co najwyżej jakaś nalewka czy dobre wino - po małym kieliszku i już. Ciężko mi skorelować mocny alkohol z Wielkanocną (że zmartwychwstanie trzeba opić, czy co?). A już naprawdę nie rozumiem, jak Polacy znajdują okazję do picia nawet gdy jadą na Wszystkich Świętych na groby... Może jakoś mało polska jestem, że tego nie rozumiem i że mnie mnie do alkoholu nie ciągnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety takie sceny jaką opisałaś na początku są na porządku dziennym nie tylko w święta. Ale najbardziej to mi jest zawsze żal tych biednych, niczemu winnych dzieci... :/

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas alkohol rzadki gości, a jak już to w przyzwoitych ilościach (w życiu nie byłam pijana).
    Zakupy robiłam duże przed Świętami, faktycznie, ale to pewnie też dlatego, że byliśmy po wyjeździe, w lodówce hulał wiatr, a jeszcze teściowa przez przypadek rozmroziła mi lodówkę i zapasy poszły się... rozpuszczać.
    A pracować w Święta niektórzy muszą. Np. mój mąż to Świąt i weekendów nie ma w ogóle (chyba że mu w grafiku wypadną), bo pracuje na produkcji żywności i proces musi trwać. Tym razem był w pracy na nockę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie mnie denerwują te wielkie zakupy, ludzie biegają z pełnymi wózkami. Fajnie coś upiec, przyszykować w gronie rodzinnym, ale z umiarem, a przede wszystkim wszystko zjeść. U mnie nigdy nie marnowało się jedzenie, zawsze zjadam starsze rzeczy do ostatniej skórki chleba, niestety większość znajomych czy rodziny wszystko wyrzuca.. bo już ma 2 dni, bo niedobre. Żal mi na to patrzeć, jak myślę ile ludzi głoduje, a w bliskim otoczeniu marnuje się tyle żywności ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy się nie zastanawiałam nad tym w kontekście świąt.. Ale masz całkowitą rację... A później dziwią się, że coraz więcej alkoholików, a z dzieci wyrasta patologiczna młodzież, która nie robi nic wartościowego tylko siedzi pod blokiem i pije piwo...

    OdpowiedzUsuń
  6. Smutne to, ale w wielu przypadkach niestety prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się zaglądać do wszystkich, którzy zostawią u mnie ślad. Do zobaczenia.