Navigation Menu

Wznieść się ponad chmury...



10 lat temu...

Miała 17 lat. Jeszcze wtedy wyjeżdżała z rodzicami i bratem na rodzinne wczasy. Tęskni za tymi urlopami, tak bardzo lubiła wspólne wypady. Kochała góry latem. Siedząc kilkaset metrów nad poziomem morza, mając obłoki pod stopami, czuła jakby wznosiła się ponad nimi. Miała głowę pełną marzeń i planów, a także siłę na ich realizację. 
Świat wokół niej zatrzymał się na chwilę, tylko chmury płynęły dalej. Siedziała w tym pięknym, magicznym miejscu, nie przejmując się niczym.

O, przepraszam. Miała zmartwienia. Jak on miał na imię? Tomek. Chodził w glanach i słuchał Nirvany. Na każde spotkanie przynosił czerwoną różę. Kiedy słuchał jej opowieści, bawił się kolczykiem w języku. Gdyby jej tata poznał Tomka, miałaby zagwarantowany areszt domowy do końca życia. 
Spontaniczne ogniska, spotkania ze znajomymi, imprezy, wyjazdy. Ciągle coś się działo w jej życiu. Uczyła się, pracowała, bawiła. Była buntowniczką i zawsze stawiała na swoim, dopiero dziś widzi, że czasem przeginała.. Bardzo często przeginała. Zrobiła wiele głupot, na szczęście w większości przypadków uczyła się na swoich błędach.
Śmiała się, bardzo często i bardzo głośno a uśmiech zdawał się nie schodzić z jej ust.

Co się stało później? Chciała być dorosła i koniecznie iść "na swoje", ot młoda, niezależna kobieta, która potrzebowała do szczęścia tylko miłości. Chciała mieć dom, rodzinę.. i tak się stało. Jednak dorosłość, jak się okazało, przyszła za wcześnie i zdecydowanie nie wyglądała tak, jak ona sobie ją zaplanowała. 
Z miesiąca na miesiąc przestała marzyć, nie uśmiechała się tak często, coraz rzadziej patrzyła w chmury. Nie jeździła już w swoje ukochane góry, nad morzem również nie bywała stałym gościem. Zamiast realizować plany, przejmowała się problemami. Nie doceniała chwili, nie szanowała mijającego czasu. Pędziła w tej swojej codzienności pozwalając na to, by rutyna powoli ją zabijała. Świat nie zatrzymywał się już ani na moment.

Dokładnie dwa lata temu postawiła wszystko na jedną kartę i zdecydowała się zostać samotną matką. Bez pracy, mieszkając w wynajętym mieszkaniu, z dwójką dzieci. Zero perspektyw na przyszłość. Los szybko zaczął się do niej uśmiechać a ona sama zauważyła, że ma wkoło siebie wiele powodów do radości. Choć zajęło jej to trochę czasu, nauczyła się nie wracać do tego, co było. Zamknęła za sobą stare drzwi, otwierając nowe. Dwa lata temu weszła na samodzielną, spokojniejszą dla niej drogę a jej życie od tamtej pory zmieniło się diametralnie.

Co robi dziś?
Znów marzy, cieszy się z drobnych rzeczy, patrzy w gwiazdy. Oczywiście, na swej drodze spotyka trudności: raz większe, niekiedy mniejsze. Jednak w czasach "kryzysu" przypomina sobie siebie sprzed dwóch lat. Dzięki temu wie, że nie ma tak beznadziejnych sytuacji, z których nie można wyjść, czy problemów, których nie można rozwiązać. Powtarza to innym samotnym matkom, które szukają u niej rady lub dobrego słowa. Pokazuje, że trzeba być zdeterminowanym, konsekwentnym i nie wolno się poddawać, cokolwiek by się nie działo.

Dzisiaj kolejny raz chce dotknąć szczytu i wznieść się ponad chmury...

4 komentarze:

  1. Pakujemy się i jedziemy :) Tylko mów kiedy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak bardzo bym chciała już, w tej chwili :)

      Usuń
  2. Jak dobrze, że dwa lata temu wkroczyliście na odważną... i tak właściwą ścieżkę. Życzę Wam powodzenia całym mysim, futrzastym serduszkiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy <3 tak, to zdecydowanie właściwa droga :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się zaglądać do wszystkich, którzy zostawią u mnie ślad. Do zobaczenia.